stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

"La Mia Dolce Vita, czyli weekend

singielki w wielkim mieście cz. I"




Sylwia to moja miła i sympatyczna koleżanka, z którą z łatwością odnalazłam wspólną płaszczyznę porozumienia o czym najlepiej świadczy fakt, iż godzinami potrafimy rozmawiać na rozliczne tematy, poczynając od twórczości wczesnego Balzaka na męskich penisach kończąc. Nie urodziłyśmy się w Warszawie, więc razem stanowimy tzw. element napływowy, element, który (jak pokazało życie) bez problemu wtopił się w lokalny krajobraz.



W piątkowy wieczór zgodnie z tzw. Zasadą Koncentracji Siły wspólnie uzgadniamy, że wychodzimy "tylko na jednego drinka", "oszczędzimy w ten sposób siły na jutro" oraz "zobaczymy tylko co się dzieje na mieście".


Jednak zupełnie niepostrzeżenie po "jednym drinku" przychodzi następny i następny i następny... a my kończymy w jakimś kolorowym, studenckim klubie pośród młodych, radosnych chłopców, gdzie czuję się albo jak guwernantka z międzywojnia albo policjantka do spraw przeciwdziałania narkomanii (po cywilnemu). Wykorzystując resztki przezorności wychodzimy stamtąd, zanim zacznę walić pięścią w stół i krzyczeć, żeby "natychmiast podali mi numery telefonów do swoich rodziców!"



W sobotni rześki poranek, kiedy inne kobiety robią pranie, ścierają kurze, froterują podłogi i marzą o generalnym remoncie, ja leżę i patrzę w okno zastanawiając się czy średnica dziury w wyściółce mojej wątroby przekroczyła już magiczną barierę 15 cm? Czy kiedyś będę taka jak one? Dlaczego to ja zawsze muszę być TĄ ZŁĄ???


"Nigdy więcej. No more." piszę kuchennym nożem na ścianie.


Nagle ciszę przerywa huk tak straszliwy, że o mało nie rozsadza mi czaszki...Ostatkiem sił wyczołgiwuję się z łóżka, żeby sprawdzić co takiego oddziały wojska polskiego robią pod moim oknem tak wcześnie rano... w połowie drogi uświadamiam sobie jednak, że to wcale nie grenadierzy pancerni tak hałasują tylko Sylwia właśnie przysłała mi smsa! Czyżby skończył jej się cif ???



"Pamiętasz może jak wróciłyśmy do domu?" pyta.

"Pierwszym porannym metrem" odpowiadam.



Dlaczego tak łatwo wymazała tę scenę z pamięci? Czyżby zadziałał obronny mechanizm  zaprzeczania? My dwie z rozmazanym makijażem i w podartych rajstopach oraz horda starszych mężczyzn z klasy robotniczej (w drodze do zakładu, gdzie o 6 rano będą odbijać swoje karty) wpatrujących się w nas z dziką fascynacją, pożerających wzrokiem nasz każdy ruch, nasz każdy gest ...


"Dlaczego nie taksówką?" drąży.

"Bo metro ma bardziej ekumeniczny wydźwięk" piszę.


To znak, że nie otworzyła jeszcze swojej bardzo pustej portmonetki...Jestem pewna, że echo doniesie do mnie jej krzyk, kiedy już to zrobi..


Dwanaście godzin później, powoli i nieubłaganie życie powraca na swoje dawne tory, a z nim również ŚWIADOMOŚĆ, świadomość że przecież jest SOBOTA. A sobota jest od tego, żeby się bawić...Mało to się napracuję w ciągu tygodnia?

Czy mnie się już naprawdę nic od życia nie należy?!?



"O której będziesz?"  pytam Sylwię.

"Daj mi godzinę"  odpowiada.

 

Tak jak większość kobiet tego wieczoru stajemy przed tragicznym dylematem: grochy czy paski, żorżeta czy tiul, jednak większość kobiet idzie po najmniejszej linii oporu i bez zastanowienia wybiera dżinsy i czarne bolerko, które nie wzbudza żadnych kontrowersji i pasuje do wszystkiego...

My natomiast wybieramy na swoje obleczenie cekiny, grochy, paski oraz beże i uśmiechnięte i radosne udajemy się do naszego ulubionego klubu...


C.D.N.

 

wtorek, 23 listopada 2010, psotny_wiatr

Polecane wpisy

  • Notka dedykowana trzem ogorzałym Turkom.

    Korzystając z przepięknej słonecznej pogody i wielce pozytywnej aury postanowiłam nie gotować dzisiaj obiadu z 3 dań tylko udać się w miasto i spożyć mój ulubio

  • ...

    Sezon ogórkowy już wkrótce zostanie odwieszony. Prosimy o pozostanie przy odbiornikach.

  • Kontakt z dziką naturą.

    Zeszłego czwartku późnym wieczorem po bardzo ciężkim dniu i jeszcze cięższym tygodniu przeżyłam w metrze niezapomnianą przygodę. Byłam wtedy zmęczona, przygnębi

Komentarze
2010/11/23 08:28:39
I przypomniało się jeszcze nie tak odległe życie w akademiku...
-
2010/11/23 11:06:44
po linii najmniejszego oporu się idzie. Piekna opowieść, tak sentymentalnie sie zrobiło. Ech, to se ne vrati, westchęła zaciagając się świeżym aromatem dobiegającym ze znajdującej się nieopodal pieluchy.
-
2010/11/23 13:02:51
Zarąbiste:) Jakbym chciała zacytować, który fragment mi się najbardziej podobał, musiałabym skopiować prawie cały tekst, czego oczywiście nie uczynię. A taki miałam zjebany nastrój..dzięki psotna, czekam na resztę:)
-
2010/11/23 14:42:32
:)

niech Ci pójdzie na zdrowie leniwa!
-
Gość: kanta, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/11/24 00:47:35
I tym sposobem we wtorkowy wieczór dowiaduję się, że na wiele rzeczy jestem już ZA STARA.
Jak? Kiedy się to stało? Gdzie te cekiny z tamtych lat...
-
2010/11/24 20:46:21
kanta,
za klika lat też planuję być na to wszystko za stara! :)
-
2010/11/24 22:04:25
psocisz Psotny :)
-
2010/11/24 22:10:30
e tam... :)
-
2010/11/25 22:26:39
o Balzaku (nawet tym późnym) też mogę pogadać ;)
-
2010/11/26 10:04:51
to miło z Twojej strony :)
-
2010/11/26 21:11:49
a ja o Bazyliszku :)
-
2010/11/27 10:35:54
haha, dobre :)
-
Gość: lettuce, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/28 12:17:38
psotny, to chyba już czas na część II albo nowy wątek, bo się refleksje do tego tematu wyczerpały :)
-
2010/11/28 12:52:53
nie wiem czy zebrałam wczoraj dostateczną ilość materiału.. :)
-
Gość: lettuce, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/28 14:25:25
hehe, no ja też nie wiem...na szczęście za tydzień znowu jest weekend :)
-
2010/11/28 21:37:20
tak, myślę, że może bardziej za tydzień..a w tym tygodniu poczytam komentrze.. :)
-
Gość: lettuce, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/30 05:50:21
sęk w tym, że nie ma komentarzy do czytania :)