stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

 

 

Z cyklu listy do redakcji

 

 

 

 

Oto, na czym polega mój problem, psotny wietrze:

 

mój mężczyzna usilnie namawia mnie, żebym zapisała się na siłownię, dzięki czemu (jak twierdzi) będę mieć lepsze samopoczucie i "bardziej sprężysty krok" . Tak się akurat składa, że w swoim życiu miałam już krótki epizod z siłownią (pierwszego tygodnia odwiedziłam to miejsce 3 razy, drugiego tygodnia 2 razy, a trzeciego nie poszłam wcale) i z całym przekonaniem mogę stwierdzić, iż był to pomysł chybiony.

 


Do dziś nie potrafię powiedzieć, kto był bardziej zdziwiony tym, że splotły się nasze losy: ja cz obecny tam pan instruktor.

Cierpliwie jednak kreślił jak dotąd niezbadane przeze mnie horyzonty, a ja wręcz spijałam jego słowa wyobrażając sobie jak to będzie, kiedy już uda mi się stworzyć siebie na nowo.


Niestety, mimo jego najlepszych chęci, ćwiczenia okazały się mało zajmujące i już po upływie kwadransa kompletnie nie wiedziałam co dalej, a w moich oczach malowały się tylko dwa pytania: "co robić?jak żyć?"


Dziś, patrząc na to z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, iż najwyraźniej przytłaczał mnie bezsens moich działań oraz bardzo brakowało mi powietrza w sensie duchowym.


Nie mając więc stuprocentowej pewności czy mój układ nerwowy to wytrzyma, zmuszona byłam zaprzestać dalszych wysiłków i ubiegać się o spieniężenie karnetu (w oparciu o poważne podejrzenie wystąpienia u mnie dusznicy bolesnej).


Przysięgam, iż bardzo bym chciała ćwiczyć razem z innymi i współdzielić przekonanie, że świat do nas należy, ale nic nie poradzę na to, że siłownia wpływa na mnie tak bardzo niekorzystnie.


Ilekroć przekraczam jej próg całą swoją istotą odczuwam obezwładniający wręcz niepokój, co oczywiście nie pozostaje bez echa, gdyż niemal zawsze zmuszona jestem odpowiednio go potem skanalizować np. wylegując się w hamaku (najlepiej gdzieś w okolicach Costa del Sol). Na szczęście już się z tym pogodziłam, w końcu każdy z nas musi dźwigać swój krzyż, prawda?


 

No więc kiedy już w pełni zaakceptowałam ten stan rzeczy mój mężczyzna i jego delikatna sugestia sprawiły, iż odwieczny konflikt (dychotomia duszy i ciała) na nowo podniósł swój ohydny łeb. Tym razem jednak gotowa jestem powiedzieć mu stanowcze "NIE".

Cieszę się, że on ćwiczy i ma dobrze rozwinięte mięśnie dwu- i trójgłowe, ale na litość boską, nie dajmy się zwariować!


Osobiście głęboko wierzę, iż ktoś, kto akurat nie wyciska 120 na klatę, również ma prawo czuć się całością, nes pa?



Twoja stała czytelniczka

Agnieszka W.

 

 

 

Droga Agnieszko,

 

W zbiorowej wyobraźni siłownia zadomowiła się jako miejsce służące samodoskonaleniu  i kształtowaniu samodyscypliny.

Jednak u Ciebie ten aspekt JA mógł ulec totalnemu wyalienowaniu. Oczywiście istnieją realne szanse, że Twoja wola znajduje się jedynie w stanie uśpienia, co (w zależności od odpowiednich czynników środowiskowych i sytuacyjnych) zawsze może ulec zmianie i okazać się jedynie stanem przejściowym. Nie zasypiaj gruszek w popiele!

 

 

Choć świat siłowni może jawić się jako uporządkowany i przewidywalny, dla niektórych z nas jego proste i niezakłócone formy mogą okazać się wręcz zagrażające, co Twój przykład doskonale ilustruje. Nie dajmy się więc zwieść pozorom i pamiętajmy, że siłownia to nie tylko blaski, ale również i cienie.

 


Jeśli chodzi o spełnianie jakichkolwiek wymagań, jeszcze raz napiszę, iż partner nie jest hubą, którą możemy sobie wyhodować na ścianie według własnego widzimisię i najlepiej funkcjonuje się w związku z kimś, kto niczego od nas nie oczekuje.


Z pozdrowieniami,

Psotny Wiatr

 

 

p.s. pytanie do czytelników: na ile i czy w ogóle warto zmienić się dla partnera?

 

 


poniedziałek, 08 sierpnia 2011, psotny_wiatr

Polecane wpisy

  • Notka dedykowana trzem ogorzałym Turkom.

    Korzystając z przepięknej słonecznej pogody i wielce pozytywnej aury postanowiłam nie gotować dzisiaj obiadu z 3 dań tylko udać się w miasto i spożyć mój ulubio

  • ...

    Sezon ogórkowy już wkrótce zostanie odwieszony. Prosimy o pozostanie przy odbiornikach.

  • Drogi psotny wietrze...

    Pisz ę do Ciebie ten oto list, poniewa ż już nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Chodzi o to, że ostatniej soboty ja i mój mąż wyjechaliśmy do Zakopanego w podr

Komentarze
2011/08/08 10:45:02
warto, o ile jest to pozytywna zmiana np. walka z nałogiem.
-
2011/08/08 11:55:09
Nie tyle warto, co jest to koniecznością ponieważ spotkanie kogoś, kto bezwarunkowo nas zaakceptuje graniczy z cudem.
Nie każdy ma w życiu takie szczęście, jak Nicolas Cage w "Zostawić Las Vegas".
-
2011/08/08 12:39:16
Popieram. Choć jak się ktoś upiera dostosowywać na siłę - np. rezygnować z wszelkich sportów właśnie byle tylko się do humorów partnera dostosować to też chore. Ale to się chyba tylko zdarza, gdy się uczuciowo zaangażować zanim się ludzie poznają i na sobie i na drugiej stronie?
-
Gość: lettuce, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/08 21:27:56
Jako wybitna anty-specjalistka w tej dziedzinie, miałam się nie wypowiadać, ale coś mi się przypomniało... wyjątkowo nie zapomniałam sobie czegoś zachować. To z życia pani Szumańskiej, tej od "Będąc młodą lekarką, przyszedł do mię pacjęt...", która ze swoim partnerem na 56 lat życia spisała w którymś momencie receptę na miłość. W zeszycie. I ponoć był tam wyścig do zgody - ambicja, aby być pierwszym w wyciąganiu ręki po nieporozumieniu, była próba polubienia słabości partnera i odstąpienie od pokusy ich korygowania, towarzystwo w lekturach i zainteresowaniach i o szacunku był, i przyjaźni. Zaufanie mieli do siebie na tyle, że kiedy podejrzewali, że wspólny wyjazd w dane miejsce nie jest dobrym pomysłem, jechali z zaprzyjaźnionym małżeństwem w dwa różne miejsca - ona z cudzym mężem, on z żoną cudzego męża.
I czytam sobie tę historię, kiedy przestaję wierzyć w miłość opartą na pełnej akceptacji drugiej osoby.
-
2011/08/08 22:45:15
ja też optuję za pełną akceptacją i brakiem listy z wymaganiami i oczekiwaniami...
-
Gość: mirabelka, *.adsl.inetia.pl
2011/08/10 12:20:37
Facet z listu to taki typ, który lepiej od ciebie wie, czego potrzebujesz i jaka jesteś. I choćbyś protestowała, nic nie wskórasz. Ciężko z takim żyć.

A co do zmian, to zawsze się zmieniamy jeśli kochamy partnera. Trochę się do niego dopasowujemy, coś od niego pożyczamy i coś dajemy od siebie. Jeśli to wszystko dzieje się za naszą zgodą i akceptacją, to czemu nie?
-
Gość: mężczyzna po załamaniu nerwowym, *.dynamic.chello.pl
2011/08/10 14:38:28
ciekawe na ile można funkcjonować z kimś kto niczego od nas nie oczekuje. Na ile jest to realistyczne. Być może wszelkie interakcje z ludźmi związane są z jakimiś oczekiwaniami więc może lepiej je sobie uświadamiać. Zwłaszcza w bliskim związku może całkiem dobrze byłoby znać swoje oczekiwania, oczekiwania partnera i móc o nich rozmawiać.

Kiedyś oglądałem odcinek serialu Rodzina zastępcza i tam był wątek, że te ich zaprzyjaźnione małżeństwo zaczęło eksperymentować z czymś takim, z dostosowywaniem się do swoich wzajemnych oczekiwań. Nie za dobrze to wyszło. Jakby przestali być sobą a zaczęli się męczyć aby się do siebie dostosowywać.

Chyba dobrze znać potrzeby i oczekiwania, a kwestia reagowania, dostosowywania się... nic na siłę.

Spodobały mi się wcześniejsze komentarze.

Pozytywnie to chyba faktycznie warto się zmieniać, o ile ta motywacja pochodzi z wewnątrz a nie jest zewnętrzną presją.

Akceptacja słabości i odstąpienie od chęci ich korygowania... też chyba bardzo ważne. Po prostu akceptacja. Chociaż można byłoby rozpatrywać to tak, że chęć korygowania kogoś a komunikowanie mu własnych potrzeb i oczekiwań przy pozostawieniu tej osobie wolności to są zupełnie inne wzorce wchodzenia w interakcje i porozumiewania się.
-
2011/08/11 22:42:41
mnie też się podobają wszystkie komentarze i niezmiernie się cieszę że som :)
-
2011/08/23 22:22:22
No nie, chyba nie chciałabym być w związku z kimś, kto niczego nie oczekuje ode mnie, siebie, zycia, itd. Lubię wyzwania.
Ale co innego oczekiwania a co innego kategoryczne żądania. Wymuszenia. Nakazy.

Aaaa, sama również wymagam ale nie żądam.
-
2011/09/06 10:08:19
Stop cenzurze! Zwłaszcza autocenzurze!
-
2011/09/06 15:17:16
:)))