stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

 

 

 

Jak skutecznie obronić się przed panem z gazowni?

 

 

 

Kilka dni temu, kiedy siedziałam sama w domu, zadzwonił ktoś do drzwi. Spodziewając się kuriera z przesyłką pobieżyłam czym prędzej, aby mu otworzyć. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy w drzwiach stał nikt inny tylko pan z gazowni w zielonych ogrodniczkach i skrzyneczką narzędzi.

 

"Dzień dobry. Ja od gazu. Przeprowadzamy inspekcję" stwierdził.


"Na pewno?" zapytałam. Pan albo udawał, albo najwyraźniej nie zrozumiał pytania.

 

 

Bardzo mi zależy, aby wiernie oddać powagę sytuacji. Czy będąc sama w domu w biały dzień mogę wpuścić do mieszkania obcego mężczyznę z pudełkiem w którym spokojnie zmieściłaby się średnich rozmiarów siekiera?


Oczami wyobraźni widziałam już nagłówki gazet :"tragedia na warszawskim Ursynowie", "młoda kobieta ofiarą mordercy w przebraniu", "czy musiało dojść do tej tragedii?" "bestialstwo"...


oraz wypowiedzi moich sąsiadów : "to była spokojna, normalna dziewczyna", "nie urządzała żadnych burd", "nie zdarzyła się sytuacja, żeby nie powiedziała dzień dobry", "będzie nam jej bardzo brakować", "tak owszem, swego czasu przychodził do niej jakiś mężczyzna, ale od kilku tygodni już się nie pokazuje".

 


Rozsądek podpowiadał, że nie, absolutnie nie mogę tego zrobić, ale z drugiej strony bardzo chciałam wiedzieć czy z moim z gazem wszystko w porządku...przecież ten pan przyszedł tutaj dla mojego własnego dobra...Sami widzicie więc, że był to wybór między tym, co podpowiada serce, a tym, co sugeruje rozum.


 

Pan od gazu wyczuł chyba moje wątpliwości (to, że całą sobą blokowałam mu wejście do mojego domostwa mogło stanowić pewne ułatwienie) pośpieszył więc z zapewnieniem, że na dole wisi ogłoszenie uprzedzające o jego wizycie.


 

Myli się jednak ten, kto sądzi, że jakiś świstek rozwiał w tym momencie wszelkie moje wątpliwości."Nie ze mną te numery Bruner"...Wątpliwości zostały. Została też otoczka tajemnicy towarzysząca temu panu.

 

 

 

Wiedziałam, że skoro nie mogę opierać się na absolutnie żadnych racjonalnych przesłankach, jedynym wyjściem z tej niezręcznej sytuacji jest szybkie i skuteczne rozpoznanie  z jakim człowiekiem mamy tak naprawdę do czynienia.


Jak to zrobić?


Cóż, wypytywanie stojącego w drzwiach pracownika gazowni o jego plany i marzenia może okazać się kłopotliwe dla każdej ze stron.


 

Jedyne co możemy w tej sytuacji zrobić, to zorientować się jakiego koloru jest jego aura....


Ponieważ w ten sposób doświadczamy czegoś transcendentnego, czegoś co przynależy do sfery czysto duchowej, musimy podejść do tego zadania z otwartym umysłem cały czas pamiętając, że tak naprawdę tylko spokój może nas uratować.

 

 

 Jeśli wyczujemy więc, że aura tego pana mieni się kolorami jasnymi (pozytywna energia, serdeczność, współczucie, umiłowanie przyrody) śmiało możemy go do siebie zaprosić, jeśli natomiast wyczuwamy kolory ciemne i brudne (np. brąz-zaprzeczenie duchowości, szary - złość i strapienie, zgaszona musztarda-nieczyste intencje) wtedy grzecznie, aczkolwiek stanowczo odmawiamy (ważne, żeby nie przyjmować postawy defensywnej i nie wdawać się w żadne wyjaśnienia, pamiętaj, że pan z gazowni nie musi cię rozumieć).

 

 

Na szczęście tego dnia i w tym konkretnym przypadku pan dysponował paletą jasnych odcieni spokojnie udaliśmy się więc do kuchni, gdzie od razu zaczął sprawdzać zawory gazu. Mimo, że nadal wyczuwałam wszystkiego jego kolory, wyczułam również, że w tym momencie chciał zostać sam.

 


Uszanowałam to, jednak nie straciłam nic ze swojej początkowej czujności i nie pozostawiłam dalszego biegu zdarzeń losowi. Otóż w tym momencie zastosowałam tzw. widzenie peryferyjne (kompetencja adaptacyjna niezwykle ważna w toku ewolucji- pomagała stosunkowo szybko dostrzegać drapieżników, które miały w zwyczaju zachodzić cię z boku).


W ten sposób udając, że segreguję pocztę miałam go nadal w swoim polu widzenia, a niektóre koperty zaczęłam otwierać kuchennym nożem (tak na wszelki wypadek).

 

 

Ostatecznie pan okazał się człowiekiem bardzo miłym, aczkolwiek nader skrytym.


Z gazem wszystko w porządku. Serdecznie zapraszamy za rok :)

 

 


niedziela, 20 listopada 2011, psotny_wiatr

Polecane wpisy

  • Notka dedykowana trzem ogorzałym Turkom.

    Korzystając z przepięknej słonecznej pogody i wielce pozytywnej aury postanowiłam nie gotować dzisiaj obiadu z 3 dań tylko udać się w miasto i spożyć mój ulubio

  • ...

    Sezon ogórkowy już wkrótce zostanie odwieszony. Prosimy o pozostanie przy odbiornikach.

  • ...

    Niniejszym uroczyście otwieram sezon ogórkowy na blogu! Do odwołania. Nowych czytelników odsyłam do notek archiwalnych, stałych na spacer po kwiecistej łące.

Komentarze
2011/11/22 10:28:56
"Ostatecznie pan okazał się człowiekiem bardzo miłym, aczkolwiek nader skrytym." - typ Andersa Breivika

-
2011/11/22 13:00:59
kilka dni temu na jednym z warszawskich osiedli przeprowadzałem inspekcję. niby zwyczajną, coroczną... ale dla mnie była ona wyjątkowa. bo to był mój pierwszy obchód w warszawie, wcześniej pracowałem w podradomskiej wsi. a więc nowe wyzwanie!
wiele się naczytałem w prasie o zwyczajach w stolicy - burdach w mieszkaniach, bójkach na ulicach, podpaleniach samochodów stacji telewizyjnych - więc byłem nieco niespokojny o zachowania tych warszawskich zwyrodnialców.
przygotowałem się jak nigdy. założyłem nowiutkie ogrodniczki i wyprasowaną koszulę. ogoliłem się i umyłem włosy - specjalnym szamponem, który jeśli wierzyć reklamie "dodaje włosom delikatną aurę jasnego blasku".
wybrałem losowo kombinację cyfr 3-4-9 (akurat taką reklamę na bilbordzie zobaczyłem - "okazja, kup szmatę do podłogi za jedyne 349,- plus wat!") a więc: trzecia klatka, czwarte piętro, siódme drzwi (jeśli będzie mniej drzwi na piętrze, stosuję wyliczankę).
i zadzwoniłem do drzwi. z duszą na ramieniu.
otworzył mi jakiś psychopatyczny morderca w przebraniu bardzo atrakcyjnej blondynki.
"Dzień dobry. Ja od gazu. Przeprowadzamy inspekcję" stwierdziłem drżącym głosem.
"Na pewno?" zapytał zwyrodnialec aksamitnym głosem. "ależ doskonale się maskuje!" pomyślałem.
odruchowo wydukałem formułkę o ogłoszeniu na drzwiach wejściowych, na parterze.
przyglądał mi się przez chwilę, jakby starał się ocenić możliwości ataku. w końcu odsunął się trochę, abym mógł wejść.
dalsze wydarzenia pamiętam jak przez mgłę. wszedłem do mieszkania, zacząłem chyba pomiary. byłem bardzo przestraszony. z wrażenia przykładałem czujnik nie tylko do zaworów gazowych, ale i do kranów z wodą, ale zwyrodnialec chyba się nie zorientował. widocznie nie interesował się gazem.
był zajęty czym innym - ostrzeniem noża o płaską osełkę, wielkości standardowej koperty pocztowej. widziałem to kątem oka.
nie mogłem dłużej zwlekać. zagrałem vabanque. skłoniłem się jak japończyk, buchnąłem przebierańca w mankiet z głośnym cmoknięciem i wykorzystując powstałe zamieszanie szybkim krokiem wyszedłem z mieszkania. po korytarzu biegłem kłusem, po schodach galopem, na podwórku zaś stałem się jamajskim sprinterem. biegłem bez ustanku na oślep. zatrzymałem się dopiero na stacji kolejowej "stadion".
tego samego dnia wyjechałem z warszawy, wróciłem pod radom. nigdy więcej stolicy!
nawet nie poinformowałem gazowni, że w lokalu tego bandziora-przebierańca jest bardzo poważny wyciek gazu... ale, co tam niech tam. należy mu się!
-
2011/11/22 14:30:47
uśmiałam się. mam najlepszych komentatorów w mieście. i pod radomiem :)
-
Gość: lettuce, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/22 16:47:35
Oplułam klawiaturę kawą. 5. dzisiaj, więc może to nawet lepiej:)
-
2011/11/23 10:08:52
Od razu cieplej mi się zrobiło i słoneczniej :-)