stat4u
wtorek, 19 września 2017

Dziś po raz pierwszy powitałam Słońce. A idąc spać pożegnam Księżyc. #yoga #imidżmanagement 

22:42, psotny_wiatr
Link
poniedziałek, 11 września 2017

 

 

Tak pięknie zakwitła moja dalia, zakwitła pięknie tylko dlaczego z dziurkiem?

Gardening would definitely be one of my guilty pleasures, ale już udało mi się wybić to sobie z głowy.

 

21:03, psotny_wiatr
Link
sobota, 02 września 2017

Odebrałam prawo jazdy! 5 podejść do egzaminu, 4 podejścia do zdjęcia u 4 różnych fotografów, ale warto było, prawo jazdy jest prześliczne...

 

i prezent jaki dostałam...z naciskiem na PRINCESS...to jest bardzo śmieszne... :))))))

 

23:38, psotny_wiatr
Link
wtorek, 22 sierpnia 2017

Kilka refleksji odnośnie prawa jazdy.

 

Dokumentu jeszcze nie odebrałam, bo nie wiedziałam, że trzeba iść do urzędu i zgłosić chęć odebrania najlepiej w postaci dowodu wpłaty = 100,20zł.

Ale już byłam, zgłosiłam, zapłaciłam, zatańczyłam i teraz czekam. Cały tydzień cieszyłam się bardzo, a teraz jak już emocje opadły mogę podzielić się kilkoma

wnioskami:

Nic dobrego nie przychodzi nigdy ze strefy komfortu. A ja się tak bałam, pamiętam, że tak się bałam przed pierwszą jazdą z instruktorem po mieście, a jednak

dałam radę i pojeździłam, nie poszłam od razu do domu. I przed egzaminem tak się bałam, tak się bałam, ale dałam radę i to BEZ PROSZECZKÓW. Co było moim Marzeniem, a w co powoli już wątpiłam, a jednak się udało. Po prostu moją ostatnią myślą tuż przed egzaminem było zawsze to, że przynajmniej nie mam BORELIOZY, bo czym jest egzamin przy BORELIOZIE? Give me a break. Plus instruktor mi opowiadał, że kiedyś jakiś facet jechał w Polsce audi i miał

zaparowane szyby i zatrzymała go policja i okazało się, że na tylnym siedzeniu przewoził cielaka. O tym cielaku też myślałam, jak czekałam na egzamin.

Mocno wierzę w znaki i na tym egzaminie tyle fajnych rzeczy się zdarzyło. Np. zawracając mogłam wjechać na rondo turbinowe bo akurat zjeżdżał autobus. Pierwszy znak, że Wszechświat is on my side completely.

Przed egzaminem przez dwie godziny jeździłam jeszcze ze swoim instruktorem, który mi mówił, że on czuje, że tego dnia to już zdam na pewno, że

on wie, że to jest wreszcie Ten Dzień  i tak dalej a ja się pytałam tylko czy nie będzie na mnie obrażony jeśli jednak tym razem jeszcze nie zdam...

Podjechaliśmy pod WORD a on życzył mi powodzenia i powiedział, że musi mnie przytulić=byłam w szoku ale może tego właśnie potrzebowałam?!? Chyba tak, tego właśnie potrzebowałam.

Irytujące te wszystkie 18letnie gówniary które zdawały ze mną i które się uśmiechały i chciały być miłe, a w oczach miały pytanie: "Jesteś alkoholiczką czy po prostu nieudacznikiem?". Tylko nieudacznikiem odpowiadałam w myślach.

Dobra i teraz najważniejsze: EGZAMINATOR. Ja w swoim życiu jeździłam już z kilkoma egzaminatorami i wiem, że egzaminy są nagrywane i oni nie rozmawiają, nie żartują, nie śmieją się nawet z dobrych żartów, miałam też podejrzenia, że niektórzy egzaminatorzy wcale nie trzymają za mnie kciuków...

Ale ten ostatni....on był naprawdę wyjątkowy. Ja przeczuwałam, że coś jest na rzeczy, ale za dużo się działo na tym egzaminie, żebym wiedziała od razu

o co chodzi i co się ze mną dzieje. Musiałam to wszsytko przeprocesować przez ostatnie półtora tygodnia.

Tak więc siedziałam w tej salce z której się wychodzi na egzamin sama i on tam się kręcił, i widział mnie i wiedział, że ja jestem następna itd. tylko czekaliśmy widocznie na samochód. I potem wyszliśmy i płyn do spryskiwaczy pokazałam dobrze, a potem miałam sprawdzić działanie kierunków i tutaj niestety wystąpił mały kłopot bo stojąc przed samochodem nie wiedziałam gdzie jest lewy kierunek czy tam gdzie moja lewa ręka czy tam gdzie jest lewy bok samochodu...no pogubiłam się w tym wszystkim ale egzaminator postanowił dać mi kredyt zaufania i kontynuowaliśmy egzamin jakbym była całkowicie normalną osobą. I potem mimo, że już się nie odzywał, to ja wiedziałam, że on jest po mojej stronie, że on jest taki Fajny i Sympatyczny mimo, że się w ogóle nie odzywa...No i potem po

egzaminie ja ciągle zachodziłam w głowę co ten facet takiego w sobie miał, że coś tak od niego emanowało...i potem uświadomiłam sobie, że to był po prostu Fajny Mężczyzna, z kategorii Dobry Mężczyzna, immanentnie Dobry, Szanujący Mężczyzna, co zawsze, zawsze jest jakimś pocieszeniem w dzisiejszym, postępującym zalewie Chujozy i Mendozy...Tak więc jestem w nim zakochana, zakochałam się w nim i najpierw myślałam, że ta euforia to jednak była spowodowana tym autobusem na rondzie turbinowym, a dopiero potem sobie uświadomiłam, że

już przecież opanowałam to rondo i po prostu jestem zakochana, jest to ponad wszelką wątpliwością, mam wszystkie symptomy...tylko żeby go teraz zobaczyć

musiałabym albo zrobić prawo jazdy na tira albo wytracić 24 punkty i wziąć u niego jazdy doszkalające :////. Także podsumowując całe doświadczenie zdawania prawka, jazdy z instruktorem i sam egzamin jest teraz bardzo, bardzo miłe sercu memu.

 

22:51, psotny_wiatr
Link
środa, 09 sierpnia 2017

Po 14 latach od pierwszej próby zdałam dziś Państwowy Praktyczny Egzamin na prawo jazdy!!! Mimo że się denerwowałam, mimo że bardzo trzęsły mi się nogi, mimo że w pewnym momencie DACHOWAŁAM!!! Najbardziej jestem zadowolona z faktu, że na egzaminie w samym centrum wyprzedziłam rowerzystkę!!!!!Jakby mi ktoś kiedyś powiedział że JA wyprzedzę rowerzystkę to bym za nic w świecie nie uwierzyła. Egzaminator-najprzystojniejszy na całym obiekcie, przysięgam, od razu dało się wyczuć że pan jest po mojej stronie a może nawet miejsce na odrobinę (ale dosłownie odrobinę) humoru też się znajdzie...Przed górką zapytałam: "czy mogę wziąć dwa oddechy?" a on: "niech pani weźmie trzy". Hahaha. Śmiesznie. O Boże jak ja pięknie jechałam, jak w jakimś wodewilu. Po egzaminie mi powiedział, żebym starała się "zachować spokój wewnętrzny" :))))))))) Jestem z siebie taka dumna i dziękuję wszystkim którzy uczyli mnie jeździć. You know who you are. Kolejna nowina jest taka że mam nowego fryzjera i jestem w nim absolutnie zakochana, ja nie wiem co ci homoseksualni mężczyźni mają w sobie że tak mnie ujmują ale on też jest już we mnie zakochany, na początku troszkę się zżymał, twardo trzymał gardę, ale przy drugim cięciu już go kompletnie rozbroiłam swoimi żarcikami i jest KUPIONY. Jest już po nim. Skoro zrobiłam prawko i tak się odblokowałam to nie wiem na czym ja się teraz zatrzymam :)))) chyba wiem, ale nie powiem :)))

14:17, psotny_wiatr
Link
czwartek, 06 lipca 2017

 

Zrobiłam tort w podziękowaniu dla Wszechświata, że podarował mi zdrowie/nie odebrał

mi zdrowia...Chałwowo-czarno-porzeczkowy. Przepyszny.

Idą zmiany...nie tylko w mojej głowie, będą widoczne również na zewnątrz.

20:46, psotny_wiatr
Link
środa, 05 lipca 2017
Nie mam boreliozy!Boże jaka jestem szczęśliwa...Bardzo wysoki rejestr szczęścia. Wyniki odebrałam oczywiście sama. Funkcjonalny Dorosły, Poważny Człowiek pełną gębą.
12:38, psotny_wiatr
Link
sobota, 24 czerwca 2017

 

 

Wszystko wskazuje na to, że gorączka wzięła się ze zwykłego, najzwyklejszego przeziębienia.

Testy zrobię za tydzień, dokładnie 8 tygodni po ugryzieniu przez to obślizgłe obrzydlistwo. 

Mój lekarz rodzinny, który był najbardziej wtajemniczony w rozpiętość mojej plamy, nie uprzedzając mnie o tym, wziął sobie 2 miesiące urlopu i zostawił mnie samą z tym wszystkim.

Myślę, że ciężko jest żyć z boreliozą, ale na pewno gorzej jest mieć boreliozę i nie mieć bloga. To dopiero musi być trudne:

mieć boreliozę i nie móc się tym dzielić ze światem. 

Po 7 tygodniach muszę przyznać, że powoli dopuszczam do siebie myśl, że ja tej boreliozy mogę w ogóle nie mieć. Jest to całkowicie nowa myśl i dopiero się z nią oswajam.

Rozważam 3 opcje odebrania wyników testów: 

a) poproszę kogoś, żeby je odebrał i ten ktoś je odbierze i mi o nich powie kiedy ja będę stać na balkonie...będzie do mnie krzyczał z trawnika

b) poproszę kogoś, żeby je odebrał i ten ktoś je odbierze i mi o nich powie w mieszkaniu trzymając mnie za rękę (minus tej opcji=nie będę mogła udawać, że się przesłyszałam)

c) sama odbiorę wyniki udowadniając wszystkim i przede wszystkim sobie, że potrafię być w pełni Funkcjonalnym Dorosłym.

 

09:33, psotny_wiatr
Link
środa, 14 czerwca 2017

 

State of the Web/ Biuletyn na temat stanu mojego zdrowia.

 

5 albo 6 maja ugryzł mnie kleszcz. Pierwsze wiarygodne testy można przeprowadzić dopiero po 6 tygodniach. Nie trzeba przeprowadzać

testów jeśli na ciele pojawi się rumień wędrujący, jeśli nie pojawi się rumień borelioza objawia się też symptomami grypopodobnymi.

Od 5 tygodni każda plama, która pojawiła się na moim ciele była okupiona ogromnym cierpieniem. Jak tylko coś się pojawiło, wyciągałam

z szafy bieluśką koszulę, żeby lekarz wiedział, że z plamą przychodzi do niego poważna osoba, a nie jakiś klaun. Jednak zanim się wyprasowałam i wyszykowałam,

plama znikała. 2 tygodnie temu pojawił się siniak. Ja wiem, że są na tym świecie ludzie, którzy w poniedziałek mają przeszczep wątroby, a w piątek biegają w maratonie. Ja nie jestem taką osobą. Jeśli u mnie pojawi się siniak, całe moje życie traci sens.

Siniak napędził mi dużo strachu, w pewnym momencie (dokładnie o godzinie 13tej) chciałam zadzwonić po kogoś z rodziny, żeby do mnie przyjechał i ze mną posiedział...bo mam siniaka na nodze. Siniak zniknął i powiedziałam sobie, że jeśli do czasu zrobienia testów wyskoczy

mi jeszcze jakaś plama, po prostu oszaleję i borelioza nie będzie największym z moich problemów. Do tej pory nie pojawił się złowieszczy rumień, ale w sobotę wieczorem poczułam, że mam gorączkę...Bardzo trudno jest przekonać siebie, że nie ma się gorączki, kiedy się ją ma. Byłam dziś u lekarza, oczywiście nie powiedziałam mu o wszystkich objawach, bo nie chciałam go wystraszyć.

Zlecił mi badania krwi i badania na kleszcza, ale w szpitalu zakaźnym

mi odmówilli i kazali przyjść dopiero za 2 tygodnie. Jestem gotowa pogodzić się z chorobą. Oczywiście nie będę już tą samą osobą. Będę gorszą osobą. Ale postaram się nadal funkcjonować normalnie. 

 Mimo że to wszystko ma raczej smutny wydźwięk, chcę zapewnić że jestem bardzo ale to bardzo szczęśliwa. Mam dużo planów, które jeśli się powiodą na pewno opiszę, jeśli się nie powiodą też opiszę i może dodatkowo kogoś obwinię. 

 

 

 Czy wiecie, że na Ursynowie można kupić lody dla psa? Kosztują 10zł.

 

 

 

i uwaga, bo pandy wychodzą na ulice...

 

 

 

 

15:13, psotny_wiatr
Link
wtorek, 23 maja 2017

 

 

Where do you see yourself 30 years from now?

 

19:41, psotny_wiatr
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15