stat4u
środa, 28 października 2009
Drogi psotny wietrze...

Piszę do Ciebie ten oto list, ponieważ już nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Chodzi o to, że ostatniej soboty ja i mój mąż wyjechaliśmy do Zakopanego w podróż poślubną.

 


Bardzo go kocham, pochodzimy z małej miejscowości kolo Ostródy i razem pracujemy w niewielkim przedsiębiorstwie o wdzięcznej nazwie "Las". Spędziliśmy ze sobą cudowny weekend. Niestety w drodze powrotnej stało się coś strasznego!!!


Otóż będąc "w okolicy" Piotr postanowił "przy okazji" odwiedzić rownież Oświęcim... Mimo, że ani on, ani ja nigdy wcześniej nie zwiedziliśmy tego miejsca byłam tą propozycją bardzo zniesmaczona. Uważam,  że było to nie na miejscu i bardzo w złym guście. W odpowiedzi na moje oburzenie Piotr odparł, że nie potrafię spojrzeć na siebie z dystansem oraz że "życie to nie jest wieczny bal" (?!?).


Co mam o tym wszystkim sądzić? Czy wyszłam za nieczułego skąpca?  Odpisz, pliz.


Bernadetta




Droga Bernadetto,


Z punktu widzenia kobiety Wasza podróż poślubna nie zakończyła się z chwilą opuszczenia Zakopanego, z punktu widzenia mężczyzny z pewnością skończyła się najpóźniej w Nowym Targu. Powinnaś spróbować przekonać Piotra do słuszności prawa wywodzącego się jeszcze z myśli filozoficznej Sofoklesa,  a mianowicie "czasami mniej znaczy więcej".


Odnośnie "wiecznego balu" jako metafory określającej Twój światopogląd i sposób bycia polecam analizę utworu "Airmax Classic"  Tede' go a w szczególności słowa: " życie to schody, nie rewia mody".



Załączniki:

1.mapka:

 

 


 

 

 

2.

 

 

 

poniedziałek, 19 października 2009


Ja niżej podpisana niniejszym postanawiam, że ....

 

1. będę prowadzić tryb życia zgodny z ideałem średniowiecza (podział na vida contemplativa i vida activa)

2. przestanę żyć w świecie fantasy, zstąpię do rzeczywistości

3. codziennie zjem obiad. ciepły

4. poczytam o sposobach pozyskania dochodu pasywnego

5. pozyskam źródło dochodu pasywnego

6. kupię tablicę korkową i powieszę ją w kuchni

7. spróbuję stworzyć związek z kimś ze świata realnego

8. poszukam odpowiedzi na pytania:

- kim jestem?

- dokąd zmierzam?

9. będę wychodzić więcej na dwór.

10. będę czytać magazyny psychologiczne i zwrócę szczególną uwagę na takie zagadnienia jak:

- "W życiu możesz wybierać"

-"Jak być konsekwentnym a jednocześnie serdecznym i spontanicznym"

- "Przekroczyć narcyzm"

11. swoje obecne credo "Jutro nie umiera nigdy" zamienię na "Co masz zrobić jutro, zrób wczoraj".

 

 

 

poniedziałek, 12 października 2009

 

 

Domowy sposób na kota *

 

* psotny wiatr nie ponosi odpowiedzialności za skutki stosowania podawanych przez nią porad i przepisów. wykorzystanie poniższych informacji odbywa się na wyłączną odpowiedzialność  stosującego.

 

 

 

1. Potrzebne nam będą: jedna deseczka o wymiarach 6cm x 15 cm i cztery deseczki o długości 8 cm ( lub pięć w zależności od tego czy chcemy kota z szyją czy bez):


 

 

 

2.Deseczki zbijamy tak, aby przypominały koci szkielet:


 

 

3.Konstrukcję obkładamy gąbką lub watą wedle uznania (kot chudy czy tłusty):

 




4. Obszywamy go futerkiem tak, żeby nie było widać wyściółki:



 

5. Doszywamy głowę, ogon i voila!



Poznajcie Dzidka:

 


 

 

poniedziałek, 21 września 2009
Manchester Welcome To-10 powodów dla których warto tu przyjechać.

1. W sklepie, w banku, w restauracji i w bibliotece Anglicy zwracają się do ciebie mówiąc "love": "ten pounds, love", "here you go, love", "over there, love".


2. wspaniałe widoki z wieży widokowej:



 

 


A jeśli nie widzisz, na górze dowiesz się, co byś zobaczył gdybyś...ee.....widział:

 


 

 

 

3. Full breakfast:

 


4. Deszcze, deszcze, deszcze. Niemalże dzień w dzień.

 

 


5.Uprzejmi, uśmiechnięci policjanci.

 

 

6. Mecze na stadionie, który pomieści 1/3 populacji Radomia.


 

 

 

 

7. Na ulicach nie ma psiej kupy


 

 

a końską można kupic już za jednego funta.



8. Double deckers i czarne taksówki.


 

 

 

 

9. Własna wersja KFC.

 

 

 

10. Nieważne jaki masz problem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ci pomoże.


 

 

11.Bogate życie kulturalne, interesujące wystawy.

 



21:20, psotny_wiatr , travel channel
Link Komentarze (13) »
piątek, 12 czerwca 2009

 

Kiedy on daje nogę-przyczynek do rozważań nad losem człowieka porzuconego

 

 

Na początku wpadasz w panikę i jesteś pewna, że już nigdy nie spotkasz kogoś lepszego.


 

Zaczynasz się zastanawiać, czy wasze dziecko byłoby bardziej podobne do ciebie czy do niego ( i do kogo by przybiegało z trudnym zadaniem z matematyki).


 

Dwa, trzy dni później uznajesz że snucie takich wizji jest bez sensu (bo wbrew cichym nadziejom, on jednak nie wrócił do ciebie waląc pięściami w drzwi prosząc, żebyś mu otworzyła, bo się mylił i nadal wierzy, że możecie zacząć wszystko od nowa).


 

Wtedy powoli ogarnia cię rozpacz, na myśl przychodzą najpiękniejsze wspólne chwile, nie możesz się skupić ani na pracy, ani na praniu, żywisz się suszonymi daktylami i zapominasz wstać rano z łóżka. Słowem: jesteś całkowicie oderwana od warunków materialnego bytu.


 

Potem przychodzi chwila autorefleksji i zaczynasz sobie wyrzucać, że przecież to wszystko twoja wina...Że tyle razy ci mówił to i tamto, a ty jak ta uparta koza robiłaś swoje to i tamto. Że przecież on chciał tylko dobrze, a ty myślałaś tylko o sobie i nigdy nie starałaś się go zrozumieć...


 

Gdybyś tylko mogła cofnąć czas! Już nie nalegałabyś tak bardzo na ten spływ wzdłuż Nilu i nie chodziłabyś za nim, powtarzając w kółko: "Kran cieknie" albo "Żelazko byś zrobił".


 

ZŁA, ZŁA, ZŁA kobieta z ciebie, więc weź się w garść i

przestań mu się dziwić!


 

Potem jednak coś się w tobie odblokowuje i zaczynasz liczyć na palcach ile razy w ciągu trwania waszego związku myślałaś o tym, żeby pozbawić go życia? Ile razy wyprowadził cię z równowagi tak, że uspokoić cię mogła tylko tequila albo wyjazd do Pomiechówka (do matki) ?


 

Wcześniej na widok kaczuszki, którą Ci podarował wybuchałaś płaczem rozczulając się nad jego wrażliwością, teraz kaczuszka jawi się jako żywy dowód na to, że nigdy nie traktował cię poważnie...


 

Musisz się komuś wygadać, więc bierzesz telefon i zaczynając od góry obdzwaniasz kogo tylko się da, zaczynając rozmowę od: "Ach, jakie to życie podłe jest!"


 

Kiedy telefony nie wystarczają, zaczynasz włóczyć się po ludziach, przy czym odwiedzasz głównie kolegów, zaczynając od tych, którzy darzą cię największą sympatią i już w drzwiach podają ci herbatkę z hibiskusa, a potem karmią naleśnikami, bo "strasznie zmizerniałaś i jak ty w ogóle mogłaś doprowadzić się do takiego stanu?"


 

Kiedy twoje nadwyrężone ego wreszcie nabierze lekkich rumieńców, a pokaźna część pensji znajdzie swe ujście w obuwniczym na Hożej powoli zacznie ci świtać myśl, że może by tak gdzieś wyruszyć na poszukiwanie nowej miłości? Przecież tego kwiatu jest pół światu i niejedno drzewo rośnie w lesie.. więc może by tak na jakieś dysko albo kręgle?


 

W końcu trzydziecha już tuż tuż...a statystyki nie kłamią: w stolicy na 1 faceta przypada 5 kobiet, w tym 3 młodsze od ciebie... (na litość boską kobieto, to nie przelewki!!!)


 

A jednak nie. Tym razem pasujesz.Tym razem to Ty pozwolisz dać się znaleźć.


 

 

 

jpg

 


niedziela, 22 marca 2009

 

 

 

Ostatni krzak mody, czyli rosnąca biżuteria

 

 

 

 

 

jpg

 

Projekt autorstwa Hafsteinn Juliusson. Jak czytamy na stronce (http://halsteinnjuliusson.com): rosnąca biżuteria to redefinicja współczesnych wartości, zderzenie biżuterii i ogrodnictwa, mody i życia. Kolekcja, jako eksperyment w przybliżaniu natury człowiekowi, przeznaczona jest dla mieszkańców metropolii.

 

 

 

Zainspirowana owym pomysłem powrotu do natury, postanowiłam pójść jeszcze jeden krok dalej i tak oto zrodził się pomysł na idealne nakrycie głowy w sezonie wiosna/lato 2009:


 jpg

 

Szyk i elegancja w cenie na każdą kieszeń. Z łatwością uda ci się znaleźć arbuz, który idealnie dopasujesz do swojego kształtu twarzy i fryzury. Co więcej, faktura arbuza pozwala na wyrycie na nim rozmaitych wzorów (dobra wiadomość dla fanów etno i orientu), co stwarza dodatkową okazję, aby wykazać się inwencją i nadać mu jeszcze bardziej indywidualny posmak.

Idealny na czas słoty i gradobicia.

 

 

czwartek, 26 lutego 2009

 

 

Moje kubkowe feng shui

 

 

 

Tak wygląda półeczka z kubkami w moim domku:


jpg

 

 

Kiedy wpatrzymy się w nią przez chwilę, bardzo łatwo udzieli się nam wrażenie niczym nie zakłóconego spokoju. Nie powinniśmy się jednak dać zwieść...

 

Otóż owa górna półeczka to swoisty mikrokosmos, który rządzi się własnymi prawami. Moje codzienne doświadczenia podpowiadają mi, że najważniejszy jest pierwszy moment, kiedy wstajesz rano i bezwiednie sięgasz po kubek. Ten, który wybierzesz powie Ci dużo o twoim nastroju i dniu, który masz przed sobą....

 

 

jpg

 

 Prawdziwa orgia barw i motylkowe szaleństwo. Gdybym miała wystawiać skwarki skrzatom, z pewnością robiłabym to w tym kubeczku. Sięgam po niego zawsze wtedy, kiedy jestem w doskonałym nastroju. Kocham siebie, kocham życie, kocham świat,  pana parkingowego, panią ze spożywczaka i inne dary losu. To na pewno będzie udany dzień, i już niedługo zrealizuję wszystkie swoje marzenia i wyjadę do Patagonii i Ziemi Ognistej.

 

 

jpg

 

Kubek o barwie przejrzałego awokado, do którego mam szczególny sentyment, bo przypomina mi tłuste lata spędzone w Anglii, kiedy brzuch był zawsze pełny, człowiek radośnie przepijał całą tygodniówkę, a za to co zostało kupował kubek w promocji, żeby sobie wmówić że już niedługo się ustatkuje i zacznie poważnie myśleć o założeniu rodziny.

 

 

 jpg

 

Idealne połączenie skandynawskiego chłodu i gorącego Południa. Kubeczek, który urzeka swoim surowym pięknem. Motyw choinki sprawia, że wszystko stapia się w ogólne wrażenie radosnego optymizmu i poczucia pełni życia, nawet jeśli nie masz ku temu żadnych powodów.

 

 

jpg

 

 

Kubek dobry na jeden z tych dni, w których po prostu idziesz do swojego zakładu pracy, o 15.00 odbijasz kartę i wracasz do domu. Od samego rana jestem niewyraźna, nie mam zdania, ciężko jest mi podejmować jakiekolwiek decyzje. Nie wiem czy założyć rajtuzy wełniane czy prążkowane. Włosy też mi się nie ułożyły i wyglądam jak Król Lew bez dodatkowej charakteryzacji.

 

 

jpg

 Kubek dodawany do herbaty Lipton. Połączenie komercji i sztuki. Doskonały w chwilach, kiedy doskwierają nam rozmaite bóle egzystencjalne. Pasuje zarówno do głębokich przemyśleń nad tajemnicą własnego jestestwa, jak i do przeglądania kolorowej prasy.

 

 

 jpg

 

Na co dzień jestem spokojna i nie wadzę nikomu, ale ten kolor wyraźnie wskazuje, że gdzieś tam głęboko mam w sobie coś z barbarzyńcy albo watażki z kongijskiej dżungli. 

Kubek ten może być również sygnałem, że coś wywoła w tobie negatywne emocje. Jeśli tak się stanie, spróbuj nimi odpowiednio pokierować, żeby nie wymknęły ci się spod kontroli, doprowadzając do niewłaściwych zachowań.

Idealny dla organów prawa i porządku albo cierpiących na chorobę dwubiegunową.

 

 

UWAGA! Nie próbuj oszukać losu i samego siebie i nie wystawiaj optymistycznych kubków w pierwszym rzędzie.


sobota, 07 lutego 2009

 

Nie zdejmę kapelusza,

czyli krótka rzecz o modzie.

 

 

 

1. Torba, Reserved. 69zł.

jpg

 


Już na pierwszy rzut oka widać, że torba nie jest wykonana ani z prawdziwej skóry, ani z końskiego włosia. Z racji jej dużej kubatury jest w niej sporo miejsca na książki, gazety, kserówki, teczki, segregatory, konfitury i - jak stwierdził mój znajomy- "można w niej wynosić telewizory z Saturna".


Ewidentny minus tej torby to wydłużony czas szukania w niej kluczy, komórki, portfela i czegokolwiek innego o średnicy mniejszej niż 10cm. Poza tym należy uważać, aby nie strącić mleka w supermarkecie i nie przewrócić nią dziecka sięgającego ci do pasa.


6/10. praktyczna, ale mało pomysłowa.

 


2. Sukienka, River Island. 150zł.


jpg

 


Sukienka ta uosabia ducha artystycznej cyganerii, idealna dla kogoś, kto lubi się bawić i żyje pełnią życia. Pasuje na imprezę, wesele, imieniny cioci, sylwestra czy nawet zwykłą domówkę robioną przez kogoś, kto akurat ma kaprys, aby każdy zaproszony założył coś zielonego.


7/10 punktów. plus za krój, oryginalność i wystrzałowość.

 


3. Sukienka, River Island. 250zł.


 

 

Ta sukienka mówi wyraźnie, że idę swoją drogą czynnego, uczynnego i użytecznego życia i jakikolwiek zamęt wewnętrzny jest mi obcy. Co prawda wyglądam w niej trochę jak redaktor naczelna dwutygodnika "Z życia parafii", ale dwie plastikowe wisienki niwelują ten efekt i nadają sukience bardziej rockendrolowy charakter.


8/10. plus za prostotę, szyk i elegancję. minus za wygórowaną cenę.

 

 

 

wtorek, 27 stycznia 2009

Odpowie Ci wiatr

 

 

Wczoraj napisał do mnie sam rzecznik prasowy Huraganu Wołomin (Wołomińskiego Klubu Sportowego) w bardzo pilnej sprawie. Otóż okazało się, że piłkarze owej drużyny są wiernymi czytelnikami mojego bloga, z wypiekami na twarzy wyczekują kolejnych notek i w ramach relaksu czytają je sobie między treningami. Niektórzy z nich przysłali mi nawet swoje fotki, a jeden otwarcie przyznał, iż moja skromna osoba zasiała w jego sercu delikatny niepokój..:)

 

Drużyna zwraca się do mnie z zapytaniem, czy wyraziłabym zgodę na zmianę nazwy klubu z "Huraganu Wołomin" na "Psotny Wiatr Wołomin". Chłopcom daleko jeszcze do ekstraklasy, a słowa "psotny wiatr" ponoć lepiej niż "huragan" oddają ich dynamikę gry, walkę o każdą piłkę i ruchliwość w środku pola.

 

 

A oto i zdjęcia chłopaków:

 

jpg

 


 

piątek, 02 stycznia 2009

O autorce obiecanych słów kilka:

 

 

Nazywam się Psotny Wiatr, mam 30 lat i pochodzę z Radomia..

 

jpg

 

 

gdzie na poczcie nigdy nie ma kolejek, a na dworcu bilety sprzedają koty:

 

 

jpg

 

 

                Na co dzień mieszkam i pracuję w Warszawie:

jpg

 

 


 

 

     Ubieram się w falbany:

 

jpg

 

 

albo grochy:

 


jpg

 

 

albo w falbany i grochy naraz:


jpg

 

 

 

Kupuję głównie na wyprzedażach i nie lubię marnotrawić jedzenia.

 

 


Mam włosy ścięte równiutko jak Jerzyk Kryszak:

 

 

 

 

i stopy jak Uma Thurman (oprócz ostatniego palca, który jest jednak bardziej nieśmiały):

 

 

jpg

 

 

 

Niczym kameleon wcielam się w różne gwiazdy kina:

 

 

wyglądam jak pirat z Karaibów:

 

 

 

 

 

 

Sharon Stone w Nagim Instynkcie:

jpg

 

 

 

Oleńka Billewiczówna w Potopie:

 

 

 

A w wolnych chwilach piszę blogaska, bo moje notki mnie bawią :)

 

 

 

 

22:16, psotny_wiatr , lanserka
Link Komentarze (39) »