stat4u
wtorek, 10 września 2013

 

 

Dzisiaj po południu zabolał mnie ząb, a ja wiedziałam od razu, że ten ząb chce mi coś powiedzieć.


Zawsze kiedy zupełnie znienacka dopada mnie jakiś silny ból, wiem, że moje ciało pragnie mnie albo przed czymś przestrzec albo uświadomić mi coś, z czego nie do końca zdaję sobie jeszcze sprawę, bo moje ciało z reguły wie o pewnych rzeczach jakieś pół roku wcześniej niż mój świadomy umysł.


Jak zawsze w sytuacjach kryzysowych od razu zadzwoniłam do swojej siostry i powiedziałam, że bardzo boli mnie ząb i muszę natychmiast porozmawiać z psychologiem, bo wszystkie zęby mam zdrowe, niedawno wyleczone. Powiedziała, że mimo wszystko nie zaszkodzi, jeśli zęba najpierw obejrzy dentystka, a dopiero potem psycholog i że zawsze mogę zadzwonić do telefonu zaufania. "Bo właśnie po to jest".


Biorę więc proszki przeciwbólowe i zaczynam się zastanawiać co takiego chce mi powiedzieć mój ząb, jednak proszki nie pomagają, a ból nie pozwala mi się skupić, bo zagarnia następne zęby, więc kiedy w końcu docieram do dentystki, a ona pyta, który ząb mnie boli, odpowiadam zgodnie z prawdą, że boli mnie cała jama ustna w prawym górnym rogu.

 

 

 - Ale który ząb boli panią najbardziej?

 - Możemy zacząć od 5-tki albo 6-tki- przyznaję niechętnie, bo wiem, że to i tak do niczego nie zaprowadzi.

- Dziwne. Wyglądają na całkowicie zdrowe.

 

 

"Dla kogo dziwne to dziwne"  myślę z satysfakcją, bo wiem, że ona niczego tam nie znajdzie.



Wtedy pani wyjęła z szuflady jakieś metalowe szydełko i zaczęła nim ostukiwać z każdej strony 5-tkę i 6-tkę, co mnie bardzo bolało, a w co ona nie mogła uwierzyć, bo "to są dwa całkowicie zdrowe zęby" i "niemożliwe, że dwa bolą tak samo jednocześnie" i "musimy wybrać ten, który jednak boli bardziej", a ponieważ szydełkiem nie udało się tego ustalić, przyłożyła mi do zębów jakiś wacik pachnący denaturatem albo naftą albo rozpuszczalnikiem i kazała mi powiedzieć co czuję.

"Ból" - powiedziałam, co było złą odpowiedzią, bo jakoby powinnam czuć "zimno".


Potem wyjęła z szuflady jakiś szpikulec i bez znieczulenia zaczęła nim dźgać to w 5-tkę, to w 6-tkę, po czym stwierdziła z niedowierzaniem, że na coś się natknęła, że coś siedzi między moimi zębami i że trzeba to wyciągnąć, ale nitką się nie da, potrzebne jest coś o ostrym końcu, obie byłyśmy w szoku i bardzo podekscytowane i ciekawe co to może być, a ja chciałam zgadnąć co to jest zanim mi to pokaże,  więc się jej zapytałam czy jest to coś żywego i czy się rusza...


Dentystka zaczęła szarpać, a ja czułam jak powoli coś wyciąga i że jest to ostre, więc od razu pomyślałam, że musi to być pierścionek zaręczynowy, który ktoś mi włożył w ciastko, a ja go zeżarłam i nawet tego nie zauważyłam.


A może to ciastko było przeznaczone dla kogoś innego?


Okazało się jednak, że to wcale nie pierścionek tylko kawałek plomby odłączył się od reszty, po czym w jakiś tajemniczy sposób dostał się między szczeliny i zadomowił się między 5-tką i 6-tką, a ja niczego nieświadoma nosiłam takiego pasażera nie wiadomo ile, dopóki nie doszło do zapalenia...


A dlaczego doszło do zapalenia akurat dziś, a nie np. za 2 tygodnie?


Bo mój ząb chce mi dzisiaj coś powiedzieć, więc z większą uważnością obserwuję to, co się wydarza i nie podejmuję żadnych pochopnych decyzji.


 

Tematy powiązane:

konfikt wewnętrzny, a przepukliny

oko

 

01:08, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 lipca 2013

 

 

W Polsce susła widziano po raz ostatni w latach siedemdziesiątych w Kamieniu Śląskim. Ponieważ przylgnęła do niego łatka szkodnika, przez długi czas był zwierzątkiem ściganym, a na poligonie wojskowym w Łambinowicach na Opolszczyźnie za jego zabicie obiecywano nawet nagrody pieniężne...

 

 

 

 


 

 

W 2005 roku podjęto próby jego reintrodukcji: w Kamieniu Śląskim wypuszczono na wolność 75 susłów pochodzących od osobników sprowadzonych z Węgier.

 

 

 

fot. Wojtek Stephan


Próby okazały się sukcesem: w zeszłym roku potwierdzono obecność ponad 700 czynnych nor.

Naszym zadaniem było sprawdzenie ile susłów przetrwało ciężką zimę i inne niebezpieczeństwa grożące im ze strony drapieżników: lisów, łasic i ptaków.

 

 W tym celu skanowaliśmy ponad 40 hektarową łąkę poszukując susłowych nor:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

często prowadzą do nich wydeptane przez susły ścieżynki:

 

 

 

 

każdą znalezioną norę oznaczamy chorągiewką:

 

 

 

 

 

a następnie zatykamy ją wiązką trawy:

 

 

 

 

 

jeżeli w norze mieszka suseł bez problemu przebije się przez trawę (jest silny i ma długie, ostre pazury):

 

 

 

 

czasem zawlecze ją gdzieś dalej, aby nie zagradzała mu wejścia do domostwa:

 

 

 

 

trawę może też potraktować jako prezent, dar od losu i wciągnąć do nory, żeby np. wypchać nią swój materac.

 

 

Ugory, łąki i pastwiska to tereny, które susły lubią najbardziej.

Unikają terenów wilgotnych, więc można je też spotkać blisko pól golfowych, padoków i lotnisk...

 

 

 

 

 

 

 

po pierwsze mogą stamtąd z łatwością złapać lot do swoich krewnych za granicą (short-haul flights destinations: Ukraina, Węgry, Słowacja, Czechy, Rumunia i Austria), po drugie nisko przystrzyżona trawa pomaga im w porę dostrzec czyhającego na nie drapieżnika.

 

 

Od września do marca susły śpią, w sezonie letnim na powierzchni przebywają tylko 5 godzin.

 

 

Mimo, że ich nory składają się z dużej ilości krętych korytarzy (ich długość może sięgać nawet 8 metrów) nie znajdziemy tam spiżarni, ponieważ susły nie magazynują żywności tylko obrastają tłuszczem w zgodzie z łacińską sentencją "Omnia mea mecum porto" ("Wszystko co posiadam, noszę z sobą").

 

 

 Żywią się głównie roślinami i nasionami.

 

Lubią też czosnek i nie zawsze pamiętają, żeby po sobie posprzątać:

 

 

 

Od czasu do czasu pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa i zamawiają mięsnego take-away'a, tutaj padalec:

 

 

 

 

Bardzo trudno jest zobaczyć susła na żywo, ponieważ pomimo tego, że są zwierzętami stadnymi i lubią swoje towarzystwo (kopią nory w bliskich odległościach) bardzo nieufnie podchodzą do obcych i niełatwo zawierają nowe przyjaźnie.


Skąd więc wiadomo, że w norach mieszka akurat suseł, a nie nornik albo żmija zygzakowata ?


Otóż już pierwszego dnia mojego chodzenia po łące usłyszałam przenikliwy świst, a później następny...i następny...Początkowo nie zwracałam na to uwagi, ponieważ już od dawna zdarza mi się słyszeć świsty w moich płucach...szczególnie kiedy podejmuję jakiś wysiłek fizyczny.

Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że to właściwie nie ja, tylko susły świszczą, aby ostrzec się wzajemnie, że na ich posesję wkroczył jakiś intruz...

 

Co ciekawe, gwizdy susłów są bardzo zróżnicowane: inny jest gwizd obwieszczający drapieżnika, inny kojota, jeszcze inny wysoką blondynkę...

 

 

Przeciętny suseł ma ok. 150 znajomych na facebook'u, do których zaliczają się m.in.:

 

potrzeszcz:

 

 

 

 

 

zmrocznik przytuliak:

 

 

 

 

koniki fiordzkie:


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

cieciorka pstra, krewniaczka koniczyny:

 

 

 

 cykoria podróżnik:

 

 

 

 

 

kozibród łąkowy, który otwiera się tylko na 2 godziny dziennie:

 

 

 

 

co też i zrobił na naszą specjalną prośbę:

 

 

 

 

wśród ostatnio dodanych znajomych jest też lucerna chmielowa:

 

 

 

 

i jej bliska koleżanka przytulia krzyżowa:

 

 

 

 

 oraz piękny kwiat, którego nazwy nikt nie znał...


 

Na łące pod stertą kamieni widziano również gniewosza plamistego, który jednak jest tak wyczulony na punkcie polityki prywatności, że odmówił nam zgody na publikację swoich zdjęć..

 

 

Po przejściu całej łąki naliczyliśmy 331 czynnych nor, czyli o połowę mniej niż w zeszłym roku. Powodem takiego stanu rzeczy może być:


a) zbyt długa zima

b) deszczowa wiosna

c) inne wypadki losowe

 

jednak nigdy nie poznamy prawdziwych przyczyn, ponieważ susły bardzo niechętnie udzielają wywiadów.

 

 Jednego wieczoru udaliśmy się do pobliskiego lasu, aby złowić przelatujące tamtędy nietoperze. W tym celu rozwiesiliśmy ogromne sieci o gęstości oczek odpowiadających rajstopom damskim 15 DEN (wszystko odbywało się pod czujnym okiem chiropterologów, nie próbujcie więc robić tego sami w domu).

 

 

 

Niestety nie pojawił się żaden nietoperz. Wcześniej pojawiła się jednak ropucha, a ja dowiedziałam się, że ropucha nie jest żabą...

 


 

 

Czuwaliśmy również pod drzwiami pobliskiego kościoła, na którego strychu mieszka kolonia nietoperzy i obserwowaliśmy skąd wylatywały na nocne łowy.

 


 

poniżej detektor, który mierzy wytwarzane przez nietoperze ultradźwięki, w związku z czym ktoś, kto się na tym zna, może rozpoznać jaki gatunek nietoperza krąży w pobliskiej okolicy:

 

 

A tutaj przykładowe nagrania krótkich sekwencji dźwięków wydawanych przez nietoperze pochodzące z takiego właśnie detektora w systemie frequency division:


 

Pipistrellus pygmaeus Karlik drobny:

 Pipistrellus pipistrellus Karlik malutki:

 Pipistrellus nathusii Karlik większy:

 Myotis myotis Nocek duży, wylot z kolonii:

 

 

 

 

Z tego miejsca pragnę gorąco podziękować wszystkim przyrodnikom, botanikom i chiropterologom, a szczególnie pani Eli i Grzegorzowi, którzy opowiadali mi o kwiatach, susłach i nietoperzach i którzy z anielską cierpliwością odpowiadali na wszystkie moje pytania takie jak:


"czy nietoperz może skołtunić mi włosy jeśli stosuję odżywkę głęboko nawilżającą?"

"czy łąka może mieć działanie halucynogenne?"

"jak zrobić zdjęcie robaczkowi świętojańskiemu, żeby świecił równie mocno na zdjęciu?"

"a dlaczego susły mają taką opływową głowę?"

"a dlaczego susły mają takie wielkie oczy?"

"a dlaczego susły mają takie ostre i długie pazury?"


 

 

Reintrodukcją susła moręgowanego w Polsce zajmuje się Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra".

 


niedziela, 30 czerwca 2013

 

 

Jutro z samego rana razem z Dzidosławem wyruszamy do Kamienia Śląskiego liczyć susły.


Są gatunkiem zagrożonym, a naszym zadaniem będzie sprawdzenie czy próby ich reintrodukcji się powiodły.

 

 Ten wyjazd będzie dla nas prawdziwą próbą charakteru, ja będę miała okazję popracować szczególnie nad cnotą cierpliwości: cały tydzień będę stała na łące z lornetką w ręku, co będzie dla mnie dodatkowym wyzwaniem ponieważ tak się składa że cierpię na chlorozę...


Jest to choroba, która zazwyczaj dotyka liście, ale tak się złożyło, że dotknęło to również mnie. Polega to na tym, że wskutek zaniku chlorofilu rozpadają się chloroplasty i liście tracą swój naturalny kolor, a u mnie manifestuje się to tym, że jestem bardzo blada (niemal przezroczysta) i ciągle czuję się jakbym była na granicy omdlenia w związku z czym większość czasu muszę spędzać leżąc na sofie...


 Nie wiemy czy susły się nas spodziewają i jak zostaniemy przyjęci.

Dowiedzieliśmy się, że są zwierzętami stadnymi, żyją w norach, samce są poligamistami, wykorzystując swój urok osobisty (wielkie, migdałowe oczy, miękkie futerko, smukła sylwetka, przeciągłe gwizdy) utrzymują kontakty z dużą liczbą partnerek, jednak po zakończeniu okresu godowego tracą nimi zainteresowanie i nie pomagają  w wychowaniu młodych...

Średnio nam się to podoba, więc spróbujemy z Dzidosławem zainterweniować w tej sprawie...

 

W planach jest również nocne obserwowanie nietoperzy, a jak wiadomo nietoperze przejawiają tę fatalną skłonność do przycapiania się za włosy...

Uważni czytelnicy tego bloga doskonale wiedzą, że moje włosy są wysuszone na wiór (pisałam o tym tutaj i tutaj) domniemany napastnik miałby więc bardzo dobrą przyczepność i choć średnio mam ochotę mocować się z nietoperzami, oficjalnie obwieszczam, że jeśli tylko zajdzie taka konieczność, będę walczyć do końca.

 

Bardzo bym chciała przywieźć sobie takiego susełka do domu, ale skoro je wszystkie przeliczymy coś takiego na pewno nie przejdzie niezauważone...Mam więc nadzieję, że pokusa nie będzie zbyt wielka.

 

 

 Dzidosław jest już gotowy do wyjazdu:

 

 

 

 

Nie jestem pewna czy takie eleganckie spodnie są stosowne do okazji i pasują do tego, żeby się w nich zapuszczać w szuwary i tatarak, ale on uważa, że pewne standardy muszą być zachowane bez względu na wszystko...

 

Zabieramy również rozmówki hawajsko-kreolskie, bo mimo, że jedziemy tylko do Kamienia Śląskiego, nigdy nie wiadomo gdzie się ostaniemy.


Jeśli oczywiście wyjdziemy stamtąd żywi ...


 

 

23:49, psotny_wiatr , travel channel
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 maja 2013

 

 

 The state of the Web- spring 2013

 

 

Dokładnie 30 lat temu w dalekiej indiańskiej wiosce Tonga Wonga wśród błysków błyskawic i grzmotów piorunów przyszedł na świat psotny_wiatr.


Czy wyglądam na swoje 30 lat? Ostatnio pani w aptece zaproponowała mi krem nawilżający, dopiero jak wróciłam do domu zauważyłam, że jest na nim napisane 25+, a wcale nie poprosiła mnie o dowód, więc widocznie na twarzy jestem już lekko strupieszała...


Czy mam jakieś postanowienia na resztę swojego życia? Nawet nie obiecuję sobie, że będę uprawiać więcej sportu, już się nie łudzę...bo nawet idąc bardziej przyśpieszonym krokiem czuję jakby mi coś w piersiach rzęziło, więc podejrzewam, że zaszły już zmiany nieodwracalne... i moim pobratymcom ze wsi Tonga Wonga na pewno by się to nie spodobało.


Zamiast sportu w wolnych chwilach dokarmiam więc ptaki, uczę się robić na drutach i myślę o założeniu zielnika, z chwilą jego założenia moje życie definitywnie stanie się nieprzerwanym pasmem samych przyjemności...Nigdy nie sądziłam, że to się stanie tak szybko.


Dodatkowo uczę się również sztuki medytacji, a ponieważ siedzenie po turecku dłużej niż 12 godzin źle działa na mój kręgosłup, medytuję na leżąco i robię wszystko, żeby zazen (medytacja) nie zamieniła się w hsiu shi (drzemkę). Mój rekord to 25 minut, ale czuję, że będzie coraz lepiej.


Oczywiście spotyka się to z niezrozumieniem ze strony z moich bliskich, którzy pytają czy nie mogłabym w ramach medytacji np. umyć okien albo odmrozić lodówki, więc tłumaczę im, że całkowicie mylą pojęcia i że wschodnia tradycja taoistyczna już od dawna uznaje bezczynność za ścieżkę duchową i dla potwierdzenia moich słów cytuję im twórcę taoizmu Lao Tzu:



"W świecie nie ma niczego, co można by porównać z nauką ciszy i korzyścią nieczynienia"

"Zajmij się nierobieniem niczego, usiłuj nic nie usiłować "

"Nie rób nic, a wszystko będzie zrobione"

"Gdzie pajęczyny, tam ładne dziewczyny"


(Lao Tzu "Księga dao i de")



Nie da się ukryć, że nadal nie mam męża, nie mam konkubenta, wszystkie swoje uczucia lokuję w kocie, ale może to się wkrótce zmieni, bo po pierwsze nadeszła pierwsza oferta na wystawiony przeze mnie anons (!) i wszystkie odpowiedzi zgadzają się z wcześniej przygotowanym przeze mnie kluczem (!!), po drugie jakieś pół roku temu zalogowałam się na forum turystycznym, o czym zupełnie zapomniałam, więc bardzo się zdziwiłam, kiedy jakieś 2 tygodnie temu dostałam email od mężczyzny, który napisał, że jest Japończykiem, że mieszka w Warszawie, że prowadzi tam swój sushi biznes, że lubi poznawać nowych ludzi i chciałby się wymienić swoimi turystycznymi "experiences" i może ja czuję tak samo? Dodał, że mówi trochę po polsku, a tak się szczęśliwie składa, że ja (o czym nie każdy wie) również potrafię powiedzieć coś po japońsku: Kamui Kobayashi, karaoke i Noriaki Kasai.


Nie wiem jeszcze czy się z nim spotkam, a jeśli tak, to jedno jest pewne: spotkanie odbędzie się w miejscu publicznym i dobrze oświetlonym, a ja (jak na każde spotkanie z nieznajomym mężczyzną) udam się na nie uzbrojona w ręczny miotacz gazu obezwładniającego:

 

 

 

 

 

 

Bardzo łatwo pomylić go z długopisem, co jest w zasadzie jego zaletą, ale uczulam, żeby nie trzymać go np. na stoliku nocnym, bo oczywiście jest to broń obosieczna, wystarczy chwila nieuwagi i miotacz mógłby się obrócić przeciwko nam...


ps. jak widać jest już troszkę pościerany od mojego kurczowego zaciskania na nim moich piąstek...

 

18:30, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (7) »
środa, 17 kwietnia 2013

 

"'Halo, halo!

Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju"

 

 

* UWAGA:


 poniższe zdjęcie zawiera treść drastyczną...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Połeć słoniny kroimy na drobne kawałki i nawlekamy je na sznurki, a następnie zawieszamy na cienkich (!) gałązkach. W przeciwnym razie słonina może paść ofiarą kota, który wdrapie się po grubej gałęzi (i nie mam tutaj na myśli własnego kota...).


 

 

 

Niestety na zdjęciach nie ma żadnej dokarmianej przeze mnie sikorki, bo ilekroć pojawiałam się w oknie odfruwały w popłochu... Proszę jednak uwierzyć mi na słowo, że na każdym kawałku siedziało ich czasem po 5 albo nawet 6 sztuk. Widziano również sójkę, 2 szpaki i dzięcioła.


Do czego jednak zmierzam: byłam bardzo szczęśliwa dokarmiając to ptactwo jednak nie mogę do końca pogodzić się z tym, że jak tylko zawitała wiosna, żadne z nich nie zjawiło się na tym drzewie ponownie, mimo, iż to mięso nadal tam wisiało...


 

" o ile dotkliwiej,

Niż ukąszenie zjadliwego gadu

Boli niewdzięczność dziecka!"

 


20:52, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 kwietnia 2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

21:24, psotny_wiatr , darcie pierza
Link Komentarze (11) »
piątek, 22 lutego 2013

 

 

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy,


 

Z głębokim żalem zawiadamiam, iż nie uszedł mojej uwadze fakt, iż kilkanaście osób nie zalicza się już w poczet fanów mojego bloga i Kota na facebook'u...


W momencie największej popularności liczba ta wynosiła 47 osób, na chwilę obecną liczba ta wynosi 31 wraz ze mną (mimo, iż facebook pokazuje inaczej) tak więc 16 osób (o ile dobrze liczę) bez słowa pożegnania, z dnia na dzień zrezygnowało z dalszej subskrypcji mojej twórczości...

 

Tym, którzy odeszli chcę powiedzieć, że czuję dzisiaj ogromny wyłom i ból, na który składają się:


- moje mocno nadwyrężone ego

- słabe nerwy

- fakt, że ja i Kot bardzo, ale to bardzo ciężko znosimy odrzucenie


jak również to, że nad popularność bloga i statystyki (które nieuchronnie na tym ucierpią) zawsze przedkładałam czynnik ludzki i tak jak powiedziałam w swoim ostatnim wywiadzie (patrz: kategoria wywiady) zawsze wyobrażałam sobie nas wszystkich w jednym pokoju i traktowałam Was jak swoją rodzinę, a nawet więcej niż rodzinę, bo moja rodzina w ogóle nie chce czytać mojego bloga (ponoć wystarcza im w zupełności, że muszą znosić mnie na co dzień) co oczywiście znalazło swoje gorzkie potwierdzenie w tym, że pośród tych 16 zbiegłych osób są również członkowie mojej najbliższej rodziny (!!!) także Święta Wielkanocne zapowiadają się w tym roku ciekawie i na pewno będziemy mieli o czym rozmawiać przy stole...

 

Tym, którzy zostali i nigdy im nawet przez myśl nie przeszło, że mogliby opuścić mnie i Kota chcę powiedzieć, że w moim przypadku jest odwrotnie niż w biblijnej przypowieści o zaginionej owcy, a mianowicie nawet gdyby któreś z tych uchodźców postanowiło jednak wrócić i tak nieporównywalnie bardziej cieszą mnie 30 wierne owce (razem i każda z osobna) które się nigdy nie zabłąkały :)

 

Z poważaniem,

Psotny Wiater


22:19, psotny_wiatr , apel, odezwa
Link Komentarze (29) »
piątek, 08 lutego 2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

14:03, psotny_wiatr , travel channel
Link Komentarze (6) »
niedziela, 27 stycznia 2013

 

 

Kupię podróżny, ocieplany transporter dla małego dinozaura (70x50x20), w którym będzie mógł wstać, obrócić się i położyć, i który zapewni mu swobodną cyrkulację powietrza, a jednocześnie będzie na tyle szczelny, że zwierzę nie wydostanie się na zewnątrz, nawet jeśli będzie usiłowało to zrobić.

 

wtorek, 01 stycznia 2013

 

 

 

 

Szczęśliwego Nowego Roku

życzą Dzidosław i Psotny Wiatr

 

21:55, psotny_wiatr
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15