stat4u
wtorek, 01 stycznia 2013

 

 

 

 

Szczęśliwego Nowego Roku

życzą Dzidosław i Psotny Wiatr

 

21:55, psotny_wiatr
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 grudnia 2012

 

Podsumowanie roku


 

 

Największe odkrycie roku 2012: moment, w którym uświadomiłam sobie, że w poprzednim wcieleniu najprawdopodobniej byłam gęsiarką:


 

 

 

W nadchodzącym roku zrobię wszystko, żeby zbliżyć się do takiego modelu życia. Chciałabym żyć w rytmie pór roku, prowadzić swój monolog wewnętrzny bez obaw, że ktoś będzie mnie rozpraszał (oczywiście w swoich rozmyślaniach nie byłabym całkowicie bezczynna: do moich zadań należałoby przecież baczne śledzenie całego horyzontu, ażeby w porę wypatrzeć zbliżające się niebezpieczeństwo np. w postaci lisa), a przede wszystkim ograniczyłabym liczbę ludzi, z którymi teraz chcąc nie chcąc muszę współpracować.

Kiedy zostanę gęsiarką mój profesjonalny networking będzie ograniczał się do albańskiego świniopasa.

 

 

 

Jeżeli chodzi o stan mojego zdrowia, to od jakiegoś czasu zarysowuje się u mnie jabłko Adama:


 

 

 

Znajomy powiedział mi, że może to być również nadczynność tarczycy, ale nie był pewny do końca, bo tarczycy towarzyszy zazwyczaj charakterystyczny wytrzeszcz.

Mijający rok przyniósł mi przepukliny, (nie wspominając o tym, że o mało nie wypaliłam sobie oka), być może następny przyniesie mi wytrzeszcz.

 

 

Jeżeli chodzi o moje życie uczuciowe to muszę przyznać, że ostatnio moje serce na chwilę zadrżało, ponieważ pewien mężczyzna zagadnął mnie na ulicy i zapytał, czy przypadkiem nie jestem baletnicą albo czy trenuję jakiś sport, ponieważ patrzył jak przechodziłam i pomyślał, że takim krokiem to może chodzić tylko tancerka albo kobieta aktywnie uprawiająca sport...(moim zdaniem jest jeszcze trzecia opcja: 15 stopni mrozu). Powiedziałam, że nie jestem baletnicą i z tym sportem to też raczej nie bardzo...

Nie powiedziałam, że jeśli chodzi o sport to nic bardziej mylnego i że większość swojego czasu spędzam w swojej głowie, podziękowałam tylko za komplement i tak jak się domyślałam, nie zatrzymał mnie tylko po to, żeby się podzielić swoim spostrzeżeniem, ale zapytał również czy może mnie kiedyś zaprosić na kawę, zgodziłam się i dałam mu swój numer telefonu, chociaż moja intuicja już teraz mówi mi, że nie jesteśmy z tej samej planety.

 

Zbliżają się kolejne święta, ten szczególny czas, kiedy wzajemnie się obdarowujemy.

Na wypadek gdyby ktoś bardzo pragnął podarować mi prezent, przygotowałam specjalną listę, tzw. wish list na której umieściłam kilka książek na temat psychopatologii życia codziennego, jak również kilka elementów gospodarstwa domowego.

 

Listę można zobaczyć tutaj .

 

 

 p.s. obraz "Gęsiarka" by Józef Rapacki

 

 

22:33, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (6) »
niedziela, 02 grudnia 2012

 

Kolaps


 (inaczej zapaść) silne osłabienie i uczucie zamierania, któremu towarzyszyć mogą:

 

- szum w uszach

- kłucia w klatce piersiowej, szczególnie w okolicach serca

- przymroczenie świadomości

 

a którego dodatkowym symptomem może być również ból psychiczny z reguły utożsamiany z żałobą, na który składają się:

 

- wstrząs i szok

- niedowierzanie, protest, niezgoda

- poczucie nieodwracalnej straty

- smutek i żal

- dojmujące poczucie własnej bezsilności

 

które odczuwasz kiedy spotykasz przystojnego, inteligentnego i zabawnego mężczyznę promieniującego aurą ciepła i wyrozumiałości, a który okazuje się być gejem.

 

12:51, psotny_wiatr , lęki i fobie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 listopada 2012

 

 

Usuwanie plam uwrażliwia


 

W przygotowaniu do nowego sezonu oddałam swoją zimową kurtkę w kolorze jasny beż do pralni.

Kiedy ją odbierałam była tak czysta i lśniąca, że pomyślałam, że najchętniej w ogóle bym jej nie zakładała tylko powiesiła w szafie dla ozdoby i wyjmowała tylko wtedy, kiedy miałabym w domu gości...

Kiedy jednak zrobiło się zimno, a ja nie miałam co na siebie włożyć, bardzo szybko pogodziłam się z tym, że przemijanie dotyczy nas wszystkich i jakiekolwiek próby udowodnienia, że tak nie jest, są tylko samooszukiwaniem się...


Kilka dni temu spacerując po mieście zapragnęłam kupić  sobie pączka o smaku adwokat. Zjadłam pączka i wyrzuciłam torebkę do kosza. Niedługo potem sięgając po coś do torebki zorientowałam się, że cały przód mojej kurtki jest wyciapany kremem z pączka...

 

Szok

"To się nie dzieje naprawdę", "to mi się chyba śni".

 

Zaprzeczanie

"Niemożliwe, że to się stało przy mnie", "nie mam z tym nic wspólnego", "nie tak miało wyglądać moje życie", "jak to jest w ogóle możliwe, żeby taki mały pączek tak mi urządził kurtkę?"

Bo to nie były małe plamki, ledwie widoczne gołym okiem. Były to 3 ogromne plamy o średnicy co najmniej 5 cm każda, które pulsowały i nie przestawały się rozrastać zagarniając coraz większe połacie mojej kurtki, kiedy na nie patrzyłam.

 

Gniew

"Przecież dopiero co wydałam pieniądze na pralnię!", "dlaczego akurat mnie zawsze coś takiego spotyka?", "dlaczego akurat dzisiaj miałam ochotę na pączka?", "kiedy moje życie zmieni się na lepsze?"

 

Akceptacja

Zaczęłam szukać w torebce chusteczki i wtedy zobaczyłam sprawcę: otóż okazało się, że krem najpierw skapnął mi na torebkę, a że noszę ją na nadgarstku jedząc pączka podnosiłam ją w górę i w dół systematycznie rozprowadzając krem na całym przodzie kurtki.

 

 

Kiedy przyszłam do domu, od razu usiadłam przy komputerze i zaczęłam robić research: najpierw wpisałam: "jak usunąć plamę z pączka?", ponieważ nie dostałam żadnych odpowiedzi sprecyzowałam swoje zapytanie do: "jak usunąć plamę z kremu z pączka?" ponieważ nadal nie dostawałam żadnych wskazówek wpisałam tylko: "jak usunąć plamę z kremu?" ale wtedy wyskoczyło mi tylko, co robić jeśli plamy są z kosmetyków, więc resztkami cierpliwości wpisałam: "jak usunąć plamę z ucieru jajecznego?". Niestety nie dostałam żadnej odpowiedzi, ale od popadnięcia w histerię uchronił mnie jeden post, który uzmysłowił mi jak wielką jestem szczęściarą, że martwię się plamą z ucieru jajecznego, podczas gdy wokół mnie są ludzie, którzy naprawdę cierpią:

 

 

 

22:27, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (5) »
środa, 07 listopada 2012

 

 

Dziś po południu siedząc w metrze wymieniałam się smsami ze swoimi koleżankami na temat wyjścia na miasto w najbliższą sobotę: "tylko samotne samice", "musimy w końcu poznać jakieś świeże mięso", "nie wiem jak ja to robię, ale ciągle ląduję wśród starego", "opracuj strategię i terminy", "musimy ich zmylić"...


A potem sobie pomyślałam, że nadszedł już przecież czas słoty i gradobicia i i tak bardzo mi się już nie chce wychodzić z domu i polować na świeże mięso...


Co więcej, bardzo dużo czasu spędzam teraz na wsi z Dzidkiem i Fifi, obiektywnie rzecz ujmując szanse na poznanie "świeżego mięsa" są więc w moim przypadku znikome.


W związku z tym przygotowałam taki oto kwestionariusz, skierowany do męskiej części moich czytelników:

 

1. Czy na chwilę obecną jesteś osobą czynną zawodowo?

2. Czy odciąłeś pępowinę od swojej matki?

3. Czy umiesz i czy lubisz gotować (szczególnie interesuje mnie tutaj kuchnia włoska)?

4. Czy lubisz to, czym się zajmujesz i czy jesteś w tym dobry?

5. Czy kiedy się nudzisz potrafisz sam znaleźć sobie jakieś zajęcie?

6. Czy boisz się kobiet z iphonem?

7. Czy jesteś uczulony na kota?

8. Czy masz bogatą wyobraźnię?

9. Czy lubisz się przytulać?

i najważniejsze:

 

10. Czy ja Ci się podobam?

 

 

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do przedstawienia swojej oferty na psotnywiatr@gmail.com .


Gwoli ścisłości i żeby uniknąć nieporozumień dodam jeszcze, że wszyscy fajni faceci czytający tego bloga należą w pierwszej kolejności do mnie, ale być może uda się obdzielić jeszcze inne czytelniczki, przy czym tuż po mnie pierwszeństwo należy do najaktywniejszych komentatorek.


 

wtorek, 06 listopada 2012

 

 

 

Poznajcie moją nową przyjaciółkę Fifi

 

środa, 31 października 2012

 

 

Ażeby się odstresować bardzo lubię zażywać kąpieli. Dziś wieczorem leżałam w wannie, w pustym mieszkaniu, kiedy nagle ni z tego, ni z owego rozległa się skądś muzyka: "Skyfall" Adele.


Słyszałam ją bardzo wyraźnie, w momencie uświadomiłam sobie więc, że nie dochodzi ani z piętra wyżej, ani z piętra niżej tylko prosto z mojego mieszkania...w którym nikogo nie ma, w którym telewizor jest wyłączony, tym bardziej radio.


Zamarłam i poczułam się jakby koń kopnął mnie w brzuch, ponieważ byłam pewna, że w mieszkaniu jest włamywacz i najwyraźniej zapomniał wyłączyć swojej komórki, co za ciapa, teraz już nie ma wyjścia, teraz musi mnie albo zastrzelić albo utopić,a ja jestem sama i nie mam się czym bronić...


Powoli osiągałam już fazę migotania przedsionków, jednak co ciekawe Adele nadal nie przestawała śpiewać...Po chwili  jednak moja ciekawość wzięła górę i stwierdziłam, że uchylę tylko lekko drzwi i zobaczę co się dzieje...Najwyżej pobiegnę w ręczniku do drzwi i może w locie mnie nie zastrzeli...


Okazało się, że kwiat polskiej młodzieży zebrał się na moim piętrze, pod moimi drzwiami i najwidoczniej puszczali sobie muzykę z komórek...


Także może nie za bardzo mnie ta kąpiel odstresowała, ale w głębi serca czuję się jak nowonarodzona, ponieważ dostałam od życia jeszcze jedną szansę i na pewno jej nie zmarnuję...


niedziela, 21 października 2012

                                          

 

Jak nie sprzedawać mi firanek

 

 

Zapragnęłam sobie kupić piękne firanki, znalazłam więc na internecie odpowiedni sklep, niestety na drugim końcu miasta, tam gdzie teren umiarkowany przeradza się już w step (Bródno), ale bogaty asortyment wydawał mi się wart takiej podróży.

Spakowałam więc termos, kanapki, 300 krzyżówek panoramicznych i ciepłe koce i wyruszyłam w drogę.


Już w drzwiach sklepu przywitała mnie piękna firana: jestem pewna, że takiej nie miała nawet Królewna Śnieżka: haftowana i bogato zdobiona z dodatkiem gipiury. Kosztowała jednak 180 zł, stwierdziłam, że to zdecydowanie za drogo, zwłaszcza, że potrzebowałam 2 sztuk. Zaczęłam więc szukać dalej, w sumie buszowałam w tych firanach jakieś dobre pół godziny, zanim natrafiłam na taką, która mi się podobała i nie była zbyt droga: 25zł za metr.


Podeszłam więc do kasy i mówię panu, że potrzebuję 1.70 m długości na 3 m szerokości, a to wszystko razy 2, czyli 2 firanki. W myślach pomnożyłam sobie 2 m x 25zł, więc wyszło mi około 50zł za jedną.

 

 

Pan wszystko sobie zanotował, po czym zaczął stukać w olbrzymi kalkulator i w końcu mówi do mnie: 360 zł.


Lekko mnie to zaszokowało, zwłaszcza, że 180zł to kosztowała ta dla Królewny Śnieżki, a moja niestety była skromniejsza i bez gipiury, więc coś się tutaj ewidentnie nie zgadzało...

 

 

- Czy na pewno dobrze pan policzył? Potrzebuję 1.70 m x 3m i to wszystko 2 razy, czyli 2 firanki.

- A jak długi ma pani karnisz?

- Nie wiem jak długi mam karnisz. Potrzebuję 2 firanki 1.70 m na 3m każda.

- Acha, myślałem, że ma pani na myśli karnisz, więc pomnożyłem na 6m, żeby były odpowiednio gęste...


" 1.70m na 3 m potrzebuję" powiedziałam po raz kolejny, a w myślach zaczęłam mu śpiewać: "O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam" odnośnie tej gęstości...


Zaczął więc stukać znowu, liczy, liczy i mówi mi: 250 zł łącznie z wycięciem 15 zł.


 

Okazało się, że pan liczył mi za metr kwadratowy, tak jakbym kupowała od niego las.

Powiedziałam mu więc, że w takim razie to ja podziękuję i poszłam sobie.

 

A teraz tak bardzo żałuję, że nie walnęłam pięścią w stół, nie złapałam go obiema rękami za koszulę i nie zaczęłam na niego krzyczeć:

 


"Do I look like a bitch? Do I look like a bitch? Then why'd you try to fuck me like a bitch?"

   

 

 

 

 

 

 

22:37, psotny_wiatr , savoir vivre
Link Komentarze (7) »
czwartek, 18 października 2012

 

Jak rozładować lęk towarzyszący wypełnianiu

deklaracji VAT-7K*?

 

 

*formularz do rozliczenia podatku od towarów i usług za okres kwartalny

 

 

1. Zlecamy wypełnienie deklaracji księgowemu. Ceną za uzyskany w ten sposób święty spokój jest brak szacunku do samego siebie, ponieważ wycofaliśmy się z pola walki obwieszczając totalny désintéressement  (wym. dezęteresmã).


Jeśli jednak podejmujemy rękawicę:


1. Odświeżamy sobie definicję słowa "kwartał". (Słowo to oznacza "3 miesiące" co nie jest takie oczywiste, ponieważ wywodzi się od słowa "łac. quartalis", które znaczy "ćwierć").


2. W telefonie ustawiamy "przypomnienie" na początku każdego miesiąca w którym musimy złożyć deklarację (kwiecień, lipiec, październik, styczeń). W praktyce jest to jednak całkowicie zbyteczne, ponieważ lęk przed niewysłaniem deklaracji jest tak silny, iż czai się gdzieś z tyłu głowy przez cały Boży rok.


3. Kiedy nadejdzie miesiąc w którym musimy złożyć deklarację, całe przedsięwzięcie dzielimy na klika małych zadań, które następnie rozkładamy na kilka dni, a może nawet tygodni (zależy jak chwiejna jest struktura psychiczna jednostki).


Mimo, iż wypełnienie i włożenie deklaracji do koperty zajmuje góra 15 minut jest to zadanie zbyt przerażające, ażeby wykonać je od razu. Istnieje więc realne ryzyko, że będziemy je przekładać w nieskończoność.


Idąc za radą Sun Zi: "Kto chce rozplątać namotane i powikłane, nie chwyta całego kłębka" ("Sztuka wojenna" 23,19) opracowałam więc taką oto metodę 12 kroków:

 

1. Sięgam po segregator, na którym wołowymi literami napisałam "Księgowość" i wyjmuję kopię deklaracji za poprzedni kwartał, którą wypełniłam i wysłałam bezbłędnie, o czym najlepiej świadczy fakt, iż nie siedzę jeszcze w więzieniu.


2. Kładę ową deklarację-matkę w centralnym, dobrze oświetlonym miejscu. Teraz jest to moja busola, która będzie mnie prowadzić wprost do celu i dzięki której nie poddam się wabiącym mnie ze wszystkich stron syrenim śpiewom.


3. Szukam długopisu, który pisze.


4. Zastanawiam się dlaczego mając prawie 30 lat nie posiadam jeszcze porządnego długopisu (zdałam maturę i dostałam się na studia, co roku obchodzę urodziny i nigdy nie dostałam w prezencie długopisu z prawdziwego zdarzenia, dodatkowo jestem przecież blogerką, może nie piszę bloga długopisem, ale mam tutaj na myśli wymiar symboliczny).


5. Drukuję czysty, niewypełniony formularz VAT-7K.


6. Najpierw wypełniam długopisem te pola, w których wymagane informacje nie zmieniły się: NIP, adres, regon, imię i nazwisko (dwa razy upewniam się czy nie wpisałam Kimbo Slice).

 

7. Następnie przechodzę do głównej części programu, jaką jest wyliczenie "podstawy opodatkowania w zł".


8. Ponownie sięgam do segregatora z napisem "Księgowość" i wyjmuję wszystkie faktury z rzeczonego kwartału.


9. Sumuję kwoty na fakturach ok. 50 razy, aby upewnić się czy się nie pomyliłam.


10. W odpowiednią rubrykę wpisuję wyliczony przychód i odsuwam od siebie wszelkie rozważania natury filozoficznej z nim związane.


11. Wpisuję datę, składam podpis i wkładam wszystko do koperty.


12. Przed zaklejeniem koperty i napisaniem adresu Urzędu Skarbowego upewniam się kilka razy, że w środku jest deklaracja VAT-7K, a nie np. przepis na warzywną frittatę.

 

 

00:10, psotny_wiatr , lęki i fobie
Link Komentarze (3) »

 

 

 

 

Moje alter ego.

("Życie to schody, nie rewia mody" Tede Airmax Classic)


00:08, psotny_wiatr
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14