stat4u
środa, 17 kwietnia 2013

 

"'Halo, halo!

Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju"

 

 

* UWAGA:


 poniższe zdjęcie zawiera treść drastyczną...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Połeć słoniny kroimy na drobne kawałki i nawlekamy je na sznurki, a następnie zawieszamy na cienkich (!) gałązkach. W przeciwnym razie słonina może paść ofiarą kota, który wdrapie się po grubej gałęzi (i nie mam tutaj na myśli własnego kota...).


 

 

 

Niestety na zdjęciach nie ma żadnej dokarmianej przeze mnie sikorki, bo ilekroć pojawiałam się w oknie odfruwały w popłochu... Proszę jednak uwierzyć mi na słowo, że na każdym kawałku siedziało ich czasem po 5 albo nawet 6 sztuk. Widziano również sójkę, 2 szpaki i dzięcioła.


Do czego jednak zmierzam: byłam bardzo szczęśliwa dokarmiając to ptactwo jednak nie mogę do końca pogodzić się z tym, że jak tylko zawitała wiosna, żadne z nich nie zjawiło się na tym drzewie ponownie, mimo, iż to mięso nadal tam wisiało...


 

" o ile dotkliwiej,

Niż ukąszenie zjadliwego gadu

Boli niewdzięczność dziecka!"

 


20:52, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 kwietnia 2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

21:24, psotny_wiatr , darcie pierza
Link Komentarze (11) »
piątek, 22 lutego 2013

 

 

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy,


 

Z głębokim żalem zawiadamiam, iż nie uszedł mojej uwadze fakt, iż kilkanaście osób nie zalicza się już w poczet fanów mojego bloga i Kota na facebook'u...


W momencie największej popularności liczba ta wynosiła 47 osób, na chwilę obecną liczba ta wynosi 31 wraz ze mną (mimo, iż facebook pokazuje inaczej) tak więc 16 osób (o ile dobrze liczę) bez słowa pożegnania, z dnia na dzień zrezygnowało z dalszej subskrypcji mojej twórczości...

 

Tym, którzy odeszli chcę powiedzieć, że czuję dzisiaj ogromny wyłom i ból, na który składają się:


- moje mocno nadwyrężone ego

- słabe nerwy

- fakt, że ja i Kot bardzo, ale to bardzo ciężko znosimy odrzucenie


jak również to, że nad popularność bloga i statystyki (które nieuchronnie na tym ucierpią) zawsze przedkładałam czynnik ludzki i tak jak powiedziałam w swoim ostatnim wywiadzie (patrz: kategoria wywiady) zawsze wyobrażałam sobie nas wszystkich w jednym pokoju i traktowałam Was jak swoją rodzinę, a nawet więcej niż rodzinę, bo moja rodzina w ogóle nie chce czytać mojego bloga (ponoć wystarcza im w zupełności, że muszą znosić mnie na co dzień) co oczywiście znalazło swoje gorzkie potwierdzenie w tym, że pośród tych 16 zbiegłych osób są również członkowie mojej najbliższej rodziny (!!!) także Święta Wielkanocne zapowiadają się w tym roku ciekawie i na pewno będziemy mieli o czym rozmawiać przy stole...

 

Tym, którzy zostali i nigdy im nawet przez myśl nie przeszło, że mogliby opuścić mnie i Kota chcę powiedzieć, że w moim przypadku jest odwrotnie niż w biblijnej przypowieści o zaginionej owcy, a mianowicie nawet gdyby któreś z tych uchodźców postanowiło jednak wrócić i tak nieporównywalnie bardziej cieszą mnie 30 wierne owce (razem i każda z osobna) które się nigdy nie zabłąkały :)

 

Z poważaniem,

Psotny Wiater


22:19, psotny_wiatr , apel, odezwa
Link Komentarze (29) »
piątek, 08 lutego 2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

14:03, psotny_wiatr , travel channel
Link Komentarze (6) »
niedziela, 27 stycznia 2013

 

 

Kupię podróżny, ocieplany transporter dla małego dinozaura (70x50x20), w którym będzie mógł wstać, obrócić się i położyć, i który zapewni mu swobodną cyrkulację powietrza, a jednocześnie będzie na tyle szczelny, że zwierzę nie wydostanie się na zewnątrz, nawet jeśli będzie usiłowało to zrobić.

 

wtorek, 01 stycznia 2013

 

 

 

 

Szczęśliwego Nowego Roku

życzą Dzidosław i Psotny Wiatr

 

21:55, psotny_wiatr
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 grudnia 2012

 

Podsumowanie roku


 

 

Największe odkrycie roku 2012: moment, w którym uświadomiłam sobie, że w poprzednim wcieleniu najprawdopodobniej byłam gęsiarką:


 

 

 

W nadchodzącym roku zrobię wszystko, żeby zbliżyć się do takiego modelu życia. Chciałabym żyć w rytmie pór roku, prowadzić swój monolog wewnętrzny bez obaw, że ktoś będzie mnie rozpraszał (oczywiście w swoich rozmyślaniach nie byłabym całkowicie bezczynna: do moich zadań należałoby przecież baczne śledzenie całego horyzontu, ażeby w porę wypatrzeć zbliżające się niebezpieczeństwo np. w postaci lisa), a przede wszystkim ograniczyłabym liczbę ludzi, z którymi teraz chcąc nie chcąc muszę współpracować.

Kiedy zostanę gęsiarką mój profesjonalny networking będzie ograniczał się do albańskiego świniopasa.

 

 

 

Jeżeli chodzi o stan mojego zdrowia, to od jakiegoś czasu zarysowuje się u mnie jabłko Adama:


 

 

 

Znajomy powiedział mi, że może to być również nadczynność tarczycy, ale nie był pewny do końca, bo tarczycy towarzyszy zazwyczaj charakterystyczny wytrzeszcz.

Mijający rok przyniósł mi przepukliny, (nie wspominając o tym, że o mało nie wypaliłam sobie oka), być może następny przyniesie mi wytrzeszcz.

 

 

Jeżeli chodzi o moje życie uczuciowe to muszę przyznać, że ostatnio moje serce na chwilę zadrżało, ponieważ pewien mężczyzna zagadnął mnie na ulicy i zapytał, czy przypadkiem nie jestem baletnicą albo czy trenuję jakiś sport, ponieważ patrzył jak przechodziłam i pomyślał, że takim krokiem to może chodzić tylko tancerka albo kobieta aktywnie uprawiająca sport...(moim zdaniem jest jeszcze trzecia opcja: 15 stopni mrozu). Powiedziałam, że nie jestem baletnicą i z tym sportem to też raczej nie bardzo...

Nie powiedziałam, że jeśli chodzi o sport to nic bardziej mylnego i że większość swojego czasu spędzam w swojej głowie, podziękowałam tylko za komplement i tak jak się domyślałam, nie zatrzymał mnie tylko po to, żeby się podzielić swoim spostrzeżeniem, ale zapytał również czy może mnie kiedyś zaprosić na kawę, zgodziłam się i dałam mu swój numer telefonu, chociaż moja intuicja już teraz mówi mi, że nie jesteśmy z tej samej planety.

 

Zbliżają się kolejne święta, ten szczególny czas, kiedy wzajemnie się obdarowujemy.

Na wypadek gdyby ktoś bardzo pragnął podarować mi prezent, przygotowałam specjalną listę, tzw. wish list na której umieściłam kilka książek na temat psychopatologii życia codziennego, jak również kilka elementów gospodarstwa domowego.

 

Listę można zobaczyć tutaj .

 

 

 p.s. obraz "Gęsiarka" by Józef Rapacki

 

 

22:33, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (6) »
niedziela, 02 grudnia 2012

 

Kolaps


 (inaczej zapaść) silne osłabienie i uczucie zamierania, któremu towarzyszyć mogą:

 

- szum w uszach

- kłucia w klatce piersiowej, szczególnie w okolicach serca

- przymroczenie świadomości

 

a którego dodatkowym symptomem może być również ból psychiczny z reguły utożsamiany z żałobą, na który składają się:

 

- wstrząs i szok

- niedowierzanie, protest, niezgoda

- poczucie nieodwracalnej straty

- smutek i żal

- dojmujące poczucie własnej bezsilności

 

które odczuwasz kiedy spotykasz przystojnego, inteligentnego i zabawnego mężczyznę promieniującego aurą ciepła i wyrozumiałości, a który okazuje się być gejem.

 

12:51, psotny_wiatr , lęki i fobie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 listopada 2012

 

 

Usuwanie plam uwrażliwia


 

W przygotowaniu do nowego sezonu oddałam swoją zimową kurtkę w kolorze jasny beż do pralni.

Kiedy ją odbierałam była tak czysta i lśniąca, że pomyślałam, że najchętniej w ogóle bym jej nie zakładała tylko powiesiła w szafie dla ozdoby i wyjmowała tylko wtedy, kiedy miałabym w domu gości...

Kiedy jednak zrobiło się zimno, a ja nie miałam co na siebie włożyć, bardzo szybko pogodziłam się z tym, że przemijanie dotyczy nas wszystkich i jakiekolwiek próby udowodnienia, że tak nie jest, są tylko samooszukiwaniem się...


Kilka dni temu spacerując po mieście zapragnęłam kupić  sobie pączka o smaku adwokat. Zjadłam pączka i wyrzuciłam torebkę do kosza. Niedługo potem sięgając po coś do torebki zorientowałam się, że cały przód mojej kurtki jest wyciapany kremem z pączka...

 

Szok

"To się nie dzieje naprawdę", "to mi się chyba śni".

 

Zaprzeczanie

"Niemożliwe, że to się stało przy mnie", "nie mam z tym nic wspólnego", "nie tak miało wyglądać moje życie", "jak to jest w ogóle możliwe, żeby taki mały pączek tak mi urządził kurtkę?"

Bo to nie były małe plamki, ledwie widoczne gołym okiem. Były to 3 ogromne plamy o średnicy co najmniej 5 cm każda, które pulsowały i nie przestawały się rozrastać zagarniając coraz większe połacie mojej kurtki, kiedy na nie patrzyłam.

 

Gniew

"Przecież dopiero co wydałam pieniądze na pralnię!", "dlaczego akurat mnie zawsze coś takiego spotyka?", "dlaczego akurat dzisiaj miałam ochotę na pączka?", "kiedy moje życie zmieni się na lepsze?"

 

Akceptacja

Zaczęłam szukać w torebce chusteczki i wtedy zobaczyłam sprawcę: otóż okazało się, że krem najpierw skapnął mi na torebkę, a że noszę ją na nadgarstku jedząc pączka podnosiłam ją w górę i w dół systematycznie rozprowadzając krem na całym przodzie kurtki.

 

 

Kiedy przyszłam do domu, od razu usiadłam przy komputerze i zaczęłam robić research: najpierw wpisałam: "jak usunąć plamę z pączka?", ponieważ nie dostałam żadnych odpowiedzi sprecyzowałam swoje zapytanie do: "jak usunąć plamę z kremu z pączka?" ponieważ nadal nie dostawałam żadnych wskazówek wpisałam tylko: "jak usunąć plamę z kremu?" ale wtedy wyskoczyło mi tylko, co robić jeśli plamy są z kosmetyków, więc resztkami cierpliwości wpisałam: "jak usunąć plamę z ucieru jajecznego?". Niestety nie dostałam żadnej odpowiedzi, ale od popadnięcia w histerię uchronił mnie jeden post, który uzmysłowił mi jak wielką jestem szczęściarą, że martwię się plamą z ucieru jajecznego, podczas gdy wokół mnie są ludzie, którzy naprawdę cierpią:

 

 

 

22:27, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (5) »
środa, 07 listopada 2012

 

 

Dziś po południu siedząc w metrze wymieniałam się smsami ze swoimi koleżankami na temat wyjścia na miasto w najbliższą sobotę: "tylko samotne samice", "musimy w końcu poznać jakieś świeże mięso", "nie wiem jak ja to robię, ale ciągle ląduję wśród starego", "opracuj strategię i terminy", "musimy ich zmylić"...


A potem sobie pomyślałam, że nadszedł już przecież czas słoty i gradobicia i i tak bardzo mi się już nie chce wychodzić z domu i polować na świeże mięso...


Co więcej, bardzo dużo czasu spędzam teraz na wsi z Dzidkiem i Fifi, obiektywnie rzecz ujmując szanse na poznanie "świeżego mięsa" są więc w moim przypadku znikome.


W związku z tym przygotowałam taki oto kwestionariusz, skierowany do męskiej części moich czytelników:

 

1. Czy na chwilę obecną jesteś osobą czynną zawodowo?

2. Czy odciąłeś pępowinę od swojej matki?

3. Czy umiesz i czy lubisz gotować (szczególnie interesuje mnie tutaj kuchnia włoska)?

4. Czy lubisz to, czym się zajmujesz i czy jesteś w tym dobry?

5. Czy kiedy się nudzisz potrafisz sam znaleźć sobie jakieś zajęcie?

6. Czy boisz się kobiet z iphonem?

7. Czy jesteś uczulony na kota?

8. Czy masz bogatą wyobraźnię?

9. Czy lubisz się przytulać?

i najważniejsze:

 

10. Czy ja Ci się podobam?

 

 

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do przedstawienia swojej oferty na psotnywiatr@gmail.com .


Gwoli ścisłości i żeby uniknąć nieporozumień dodam jeszcze, że wszyscy fajni faceci czytający tego bloga należą w pierwszej kolejności do mnie, ale być może uda się obdzielić jeszcze inne czytelniczki, przy czym tuż po mnie pierwszeństwo należy do najaktywniejszych komentatorek.


 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15