stat4u
środa, 17 października 2012

 

" You had me at hello"

 

 

Wcisnęłam guzik i po chwili zjawiła się winda, jednak zamiast do góry na 6 piętro, zjechała najpierw na -1. Wszedł mężczyzna. Starszy. Po chwili zorientowałam się, że chyba powiedział do mnie "dzień dobry", ale nie dałabym sobie ręki uciąć. Tak czy owak, nie odpowiedziałam.


Wjeżdzamy. 1 piętro, 2 piętro, 3 piętro. Powiedział czy nie powiedział? A jeśli powiedział, dlaczego mu nie odpowiedziałam? Przecież "dzień dobry" przychodzi raczej automatycznie. Musiałam się zamyślić. O czym to ja myślałam? Acha, czy znowu tylko ja będę spóźniona i czy wszyscy zauważą, że na twarzy jestem zziajana jak pies. Mimo wszystko powinnam była go usłyszeć. Jego "dzień dobry" powinno było z hukiem wedrzeć się do moich myśli.


A może nic nie powiedział, tylko wyobraziłam sobie, że powiedział, bo tak wypada. Nie mógł przecież wejść do windy i nie powiedzieć "dzień dobry". Wygląda na całkiem normalnego. Dobra. Powiedział mi "dzień dobry", a ja po prostu nie odpowiedziałam. Trudno. Czasu cofnąć  się nie da. Przyjmijmy, że jestem głuchoniema. Od urodzenia. Czemu ta winda tak wolno jedzie? Jestem zażenowana, jestem zażenowana, jestem zażenowana.


Wjeżdżamy na 6 piętro, a pan przemówił dobrodusznym tonem:

- Przepraszam, ale czy jak wszedłem to powiedziałem pani "dzień dobry"?

- No właśnie się nad tym zastanawiam.

- Przepraszam, ale jakiś taki zamyślony dzisiaj jestem...


Uśmialiśmy się i nawet pożyczyliśmy sobie "miłego dnia".

A jednak szkoda, że ta historia nie przerodziła się w coś więcej. Szkoda, że nie był piękny i młody i w związku z zaistniałą sytuacją nie powiedział:


- To niesamowite. Tak sobie myślę, że to początek pięknej przyjaźni. Ze wszystkich wind we wszystkich miastach na całym świecie pani musiała wejść do mojej. Teraz musi mi pani o sobie opowiedzieć. Chcę wiedzieć o pani wszystko...

 

12:14, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 października 2012

 

Drogi Psotny Wietrze,


Piszę do Ciebie z prośbą o poradę,  ponieważ sama już nie wiem, co jest, a co nie jest normalne.

Byłam ostatnio na randce z bardzo interesującym mężczyzną. Najpierw zjedliśmy, a potem poszliśmy na romantyczny spacer po parku. Wszystko było w idealnym porządku, dopóki nie usiedliśmy na ławce, ponieważ kiedy tak sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy, nagle przelatujący nad nami ptak "załatwił się" na jego głowę. Szczęście w nieszczęściu że nie padło na mnie, bo chyba bym tam UMARŁA. Ale do czego zmierzam psotny wietrze. Oczywiście w tym momencie uważałam naszą schadzkę za skończoną, on jednakże podszedł do pobliskiej fontanny, namoczył chusteczkę, wytarł się i w takim stanie miał zamiar kontynuować jak gdyby nigdy nic. Byłam zaszokowana.

 

Może i jestem sterylna aż do przesady, ale nigdy nie uważałam tego za swoją wadę i po prostu nie mogłam patrzeć mu w oczy i udawać, że "tego" już tam nie ma. Znajomi mówią, że jestem zbyt "analna", ale naprawdę nie było szans, żebym mogła skupić się na rozmowie, ponieważ nie mogłam przestać myśleć o jego włosach i zachodzącej w nich entropii.

 

Jola

 

 

 

Droga Jolu,


Opowiedziana przez Ciebie historia pokazuje, że feminizacja współczesnego mężczyzny nie posunęła się jeszcze tak daleko, jak to się co poniektórym wydaje.


Myślę, że wiele kobiet w skrytości serca marzy o mężczyźnie dzikim, którego cechowałaby żywotność, przyziemność czy nawet pewne nieokrzesanie, który potrafiłby rozpalić ognisko w deszczu i dobyć broni szybciej niż przeciwnik. Sęk w tym, że bycie w związku z kobietą w czasach współczesnych wymaga od takiego mężczyzny również pewnej dozy ucywilizowania i niestety, nie każdy z nich jest w stanie to unieść.


Oczywiście są szanse na to, że pod wpływem długotrwałego wychowu udałoby się wykorzenić  jego negatywne tendencje, ale po pierwsze tkwią one bardzo głęboko (owe instynkty i popędy wykształciły się przecież w naszych przodkach, kiedy walczyli na afrykańskich sawannach), po drugie niektórzy mężczyźni wykazują upartą wręcz dążność do powrotu do swojej dzikiej i nieposkromionej natury.


Darwin nazywa to zjawisko rewersją i opisuje je na przykładzie kapusty:


"jeżeliby udało się zaaklimatyzować lub uprawiać na bardzo ubogiej glebie przez kilka pokoleń rozmaite odmiany na przykład kapusty, powróci ona do większości lub też do wszystkich cech dzikiej formy pierwotnej"

("O powstawaniu gatunków" Warszawa 2009, Wydanie III, st.27).

 

piątek, 28 września 2012

 

Jak dobrze dobrać partnera?

 

 

 

"Znaj wroga i znaj siebie, a choćbyś stoczył sto bitew, nic ci nie grozi". (Sun Zi "Sztuka wojenna" 43,31)



Upewnij się, że twoja nerwica jest w pełni kompatybilna z jego nerwicą. (Karen Horney "Nerwica, a rozwój człowieka".)



donne e buoi del paese tuoi (z wł. "kobiety i bydło tylko z własnej wsi")


 ↓


"Rozważ za i przeciw, a potem ruszaj". (Sun Zi 73,15)



"Rozchodzi się jednak o to, żeby plusy nie przesłoniły wam minusów".



"Kiedy ustępujesz mu liczbą, umiej się wycofać". (Sun Zi 39, 16)



"Kiedy jeździec i koń lubią się wzajemnie, są zdatni do użytku." (Sun Zi, 152, 4)

 

 


sobota, 08 września 2012

 

 

 

Sotto voce (z włos. "półgłosem, z cicha"),

czyli autowywiad.

 

 

Dziękuję, że zgodziłaś się spotkać, szczególnie, że jak rozumiem, jest to Twój pierwszy wywiad?

Tak. Cała przyjemność po mojej stronie.

 

 

Blog powoli staje się coraz popularniejszy. Widziałam, że zrobiłaś nawet swój fanpage na facebook'u.


Tak, to prawda. Bardzo się cieszę, bo mam już 31 fanów, a przez dłuższy czas było ich tylko 5 (wliczając mnie). Często sobie myślę: gdyby w tym momencie do mojego pokoju weszło nagle 30 osób, byłby to przecież tłum!

Jest to też ostatnia rzecz o której myślę przed zaśnięciem, a kiedy budzę się rano czuję, że jestem w dobrym nastroju. Oczywiście potrzebuję czasu, żeby uświadomić sobie co jest przyczyną tego cudownego stanu, ale już po chwili z obrzeży mojej świadomości dociera do mnie ta radosna prawda: mam 31 fanów na facebook'u! Dzięki temu, nie sposób zacząć dnia w złym nastroju.

 

Niewątpliwie swoją popularność w dużej mierze zawdzięczasz też Dzidkowi. Stąd moje następne pytanie: jak na Dzidka zareagowała Twoja najbliższa rodzina?

 

Na początku przez dłuższy czas nikt nic nie mówił, więc byłam przekonana, że widzę go tylko ja. Dopiero później okazało się, że był to tylko lekki szok i niedowierzanie z ich strony. Reakcje są bardzo różne i w zasadzie sprowadzają się do tego, czy ktoś lubi zwierzęta czy nie.

 

Czy planujesz już następne podróże w czasie których pokażesz Dzidkowi świat?

 

Z pewnością gdzieś się jeszcze razem wybierzemy. Dzidek jest bardzo ciekawy świata i odkąd ma kółka najchętniej podróżowałby cały czas, co niestety nie jest możliwe ze względu na moje inne zobowiązania.

Nie bardzo mogę też liczyć na pomoc znajomych i przyjaciół. Niedawno jeden z moich znajomych wybierał się za granicę i spytałam go, czy nie zabrałby ze sobą Dzidka i go trochę rozerwał. Powiedział, że bardzo chętnie, ale pod jednym warunkiem: że przyczepię mu spadochron, bo:  "jak tylko wjadę na autostradę, wyrzucę go przez okno". Na szczęście Dzidka nie było wtedy z nami i tego nie słyszał.

 

Ostatnio dużo pisałaś na temat swojego podupadającego zdrowia. Czy czujesz się już lepiej?

 

Moje zdrowie to temat rzeka, ale powiem tylko, że moje 4 przepukliny jak były tak są, ale nie dokuczają mi już tak bardzo, oko całkowicie się wygoiło, a amnezja wybiórcza okazała się być tylko jednorazowym incydentem i na szczęście nie jest chroniczna, jak u niektórych mężczyzn.

 

Na blogu wspomniałaś, że Twoje przepukliny wzięły się z trapiącego Cię wówczas konfliktu wewnętrznego. Czy możesz powiedzieć co to był za konflikt?

 

Niestety nie, gdyż wkraczamy tutaj w moją sferę prywatną.

 

Czyli chodziło o mężczyznę?

Tego nie powiedziałam.

 

Ale gdybyś powiedziała, co to za konflikt i co to za mężczyzna mogłabyś  w ten sposób uchronić wiele istnień ludzkich przed niebezpieczeństwem nabawienia się przepukliny, prawda?

 

Jak pisał Paulo Coehlo: "Bóg w niezliczonych lasach i puszczach świata nie stworzył dwóch takich samych liści", co oznacza, że każdy człowiek jest inny i to, co u mnie wywołało przepuklinę u innych może wywołać całkowicie inne objawy.

 

Czy Twoi czytelnicy albo znajomi doradzają Ci w kwestii poruszanych na blogu tematów?

Jedyne podpowiedzi jakie słyszałam pochodziły od moich znajomych płci męskiej, którzy zawsze twierdzili do tej pory twierdzą, że jeśli chcę mieć więcej czytelników to zdecydowanie powinnam "pokazać cycki".

 

Czy są to na jakieś realne szanse? W niedalekiej przyszłości?

Nie.

 

Szkoda. Również uważam, że byłby to dobry pomysł, bo mimo, że Twój blog skierowany jest do kobiet, czyta Cię również bardzo wielu mężczyzn.

 

Tak, to prawda. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, ale z drugiej wiem, że większość z nich trafiła na mojego bloga wpisując w wyszukiwarkę: "czy jestem psychopatą?"

 

Uważasz, że psychopaci nie byliby zainteresowani oglądaniem Twojego biustu?

Nie wiem, być może byliby, ale nie mam zamiaru dać im tej satysfakcji.

 

Czyli nie pokażesz na blogu swojego biustu, bo chcesz w ten sposób ukarać psychopatów?

Nie. Tego nie powiedziałam.

 

Wiesz dobrze, że oprócz psychopatów czytają Cię również normalni, zdrowi mężczyźni. Czy Twój upór w tej kwestii nie przypomina trochę "wylewania dziecka z kąpielą"?

Jak mówią w wojsku: "there is always a collateral damage".

 

Czy spotykasz się obecnie z jakimś mężczyzną?

Nie, nie w sensie romantycznym.

 

A w jakim innym sensie może spotykać się kobieta z mężczyzną?

"Są rzeczy w niebie i na ziemi, o których nie śniło się filozofom...".

 

I już moje ostatnie pytanie: skąd czerpiesz pomysły na swoje notki?

Może zabrzmi to banalnie, ale najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy pod prysznicem albo przy goleniu.

 

Przy goleniu?

Tak. Bo wtedy myślę o czymś zupełnie innym: co mam do zrobienia tego dnia, co zjeść na obiad, czy związać sobie włosy czy je rozpuścić...

 

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Ja również dziękuję. Czy mogę kogoś pozdrowić?

 

Oczywiście.

 Z tego miejsca pragnę gorąco pozdrowić wszystkich swoich czytelników i komentatorów, a przed wszystkim swoich 31 fanów. Jak również oczywiście mojego kotka Dzidka.

 


10:59, psotny_wiatr , wywiady
Link Komentarze (31) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

 

 

 

Wszystkich zaniepokojonych moim stanem zdrowia pragnę uspokoić, że już odzyskałam wzrok i mój stan jest stabilny.


Jednocześnie pragnę poinformować, że wskutek tragicznych wydarzeń zeszłego tygodnia ucierpiało nie tylko moje oko, ale przede wszystkim moja dziecięca ufność. Oto bez żadnego ostrzeżenia zderzyłam się z brutalnością życia i przekonałam na własnej skórze, że człowiek jest niczym więcej jak tylko igraszką przypadku.


Kiedy leżałam pogrążona w głębokim bólu, mój tradycyjny sposób pojmowania świata ulegał stopniowej rewizji.


Po pierwsze uświadomiłam sobie, że wbrew temu co zawsze sądziłam, jednym okiem wcale nie można zobaczyć tak dużo i nie bez powodu mamy dwa, po drugie: po latach zaprzeczania i niedowierzania musiałam wreszcie przyznać, że rzeczywiście "życie to nie jest wieczny bal" (Arthur Schopenhauer "Świat jako wola i przedstawienie").


Po trzecie: w tamten poniedziałek przez ułamek sekundy wydawało mi się, że jestem w stanie śmierci klinicznej. Wijąc się z bólu w pogrążonym w egipskich ciemnościach pokoju zobaczyłam jak gdzieś w oddali zapaliło się nagle małe światełko. Wyciągnęłam więc przed siebie obie ręce i niepewnym krokiem zaczęłam się do niego zbliżać czując ogarniające mnie powoli ciepło i ufność, ale niestety okazało się, że to tylko leżący na półce mój telefon. Dostałam sms'a.


Mój kolega pytał czy nie mogłabym jednak wyskoczyć na miasto: "zaklej to ranne oko i przyjdź z tym jednym".

Odpisałam, że fajny pomysł, ale może bardziej na karnawał i że nie mam ochoty paradować po mieście bez jednego oka jak Jurand ze Spychowa.

 

20:34, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 sierpnia 2012

 

 

W zeszły poniedziałek w samo południe zorientowałam się, że przestaję widzieć na jedno oko.


Najpierw pomyślałam, że być może dostałam udaru (chodziłam wtedy po mieście załatwiając różne sprawunki, a panował przecież niemiłosierny ukrop) potem, że być może wyschła mi soczewka. Kiedy ją wyjęłam okazało się, że to jednak moje oko. Zaszło mgłą.


Od razu zadzwoniłam do siostry, żeby podzielić się tą wiadomością, powiedziała, żebym wypłukała oko w kieliszku wody albo jeśli coś mi do niego wpadło, to ktoś musi mi to wyjąć, najlepiej językiem.


Wróciłam więc szybko do domu skanując rzeczywistość jednym okiem jak cyklop i włożyłam swoje oko do szklaneczki od whisky. Niestety na nic się to zdało: oko zaczęło boleć i łzawić i coraz trudniej było go rozdziawić.


Żeby jak najszybciej zapomnieć o tej całej nieprzyjemnej sytuacji, położyłam się i zaczęłam czytać jednym okiem książkę. W międzyczasie do mieszkania przyszedł Mężczyzna, mój Amigo.

 

- przestań czytać i nadwyrężać oko.

- jeśli przestanę czytać, nie będę miała o czym myśleć.

- myśleć też przestań, bo myślenie nadwyręża nerwy, które są połączone z okiem. Bierz torebkę, jedziemy na ostry dyżur.

- o nie, co to, to nie. Żaden szpital. Jeśli raz pójdę do szpitala, to już z niego nie wyjdę. Położę się spać, a kiedy rano się obudzę, na pewno wszystko będzie jak dawniej.

 

 

Ponieważ jednak oko zaczęło boleć tak, że byłam pewna, że już umieram, stwierdziłam, że skoro i tak nie mam już nic do stracenia, może rzeczywiście ktoś powinien je obejrzeć.

 

W drodze na ostry dyżur Mężczyzna podtrzymywał mnie na duchu i starał się mnie pocieszyć:

"nie garb się tak i nie trzymaj się za to oko, bo wyglądasz jakbym cię pobił" oraz "jeśli będziesz musiała nosić sztuczne oko, na pewno pozwolą ci wybrać kolor".


Pani okulistka stwierdziła, że być może jest to wrzód...Wcale mnie to nie zdziwiło. Zawsze wiedziałam, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym zapłacę za to, że nigdy się nie konfrontuję i nie wykłócam o swoje. Jeśli ktoś w cichości serca znosi krzywdy, wrzody są naturalną reakcją organizmu. Ale żeby akurat na oku?


Potem pani okulistka poprosiła, żebym usiadła przy czymś co wyglądało trochę jak imadło, trochę jak teleskop, spojrzała w moje oko i powiedziała, że to jednak nie wrzód, tylko ubytek w rogówce i zapalenie spojówki.


I wtedy sobie przypomniałam, że poprzedniego dnia spałam u rodziców i nie miałam przy sobie swojego pudełeczka na soczewki, ale na szczęście miałam płyn, więc zorganizować dwa małe pojemniczki na soczewki to naprawdę nie jest wielka sztuka.

 

- mamo, mamo od czego była ta mała, niebieska nakrętka na półce w łazience?

- od odplamiacza.


 

niedziela, 19 sierpnia 2012

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20:55, psotny_wiatr , travel channel
Link Komentarze (6) »
środa, 15 sierpnia 2012

 

 

 

 

 

 

Bukiet przygotowany specjalnie z okazji Matki Boskiej Zielnej tudzież Matki Boskiej Znakomitej (pod taką nazwą to święto funkcjonuje w Kongo).

 

Według tradycji ludowej, po poświęceniu nabiera on leczniczych właściwości i chroni od uderzenia pioruna.


Mam nadzieję, że ten bukiet mnie uleczy np. z wybiórczej amnezji, której symptomy zauważyłam u siebie ostatnio. Do tej pory byłam przekonana, że cierpią na nią tylko mężczyźni, ale jak widać choroba ta dotyka również kobiety.


Otóż kilka dni temu moja babcia wysłała mnie do sklepu po 10 jajek i dała mi jedno z tych kartonowych opakowań, ażeby pani mi je od razu włożyła. (Jaka szkoda, że na wsiach tak rzadko hoduje się już kury...Ostatnio namawiam moją babcię, żebyśmy sprawiły sobie jedną małą kurkę, całą odpowiedzialność za jej chów biorę oczywiście na siebie, myślę, że i dla nas, i dla kurki byłaby to win-win situation).


Tak więc idę do sklepu i proszę panią o 10 jajek i wręczam jej to pudełko ze slotami. Pani znika na magazynie, a ja w tym czasie bezwiednie omiatam wzrokiem towar na półkach. Po chwili pani wraca, ja płacę i w ostatniej sekundzie patrzę na jajka i spostrzegam, że data ważności na pudełku jest niestety tylko do końca czerwca...


Konfrontacja nigdy nie była moją mocną stroną, ale jesteśmy przecież na wsi, w sklepie nikogo nie było i przede wszystkim prawda była ewidentnie po mojej stronie, zebrałam się więc w sobie i mówię jej, że te jajka są stare...


 

A teraz mała zabawa-konkurs:

Laureatka/laureat nazwie najwięcej kwiatów, z których składa się bukiet mający mnie uleczyć:

 

 

 

środa, 25 lipca 2012

 

 

A było to tak: kilka dni temu wybrałam się do swojego Maestra, ażeby położyć sobie "kolor". Po tym co przeszłam będąc tam po raz pierwszy (patrz notka z 30.01.12) czułam lekki niepokój, jednak atmosfera, która panuje w tym domu: kojąca zmysły muzyka, kwiaty w złotych wazonach, czereśnie na złotych tacach oraz 2 chińskie grzywacze biegające beztrosko między fotelami, wszystko to sprawiło, że od razu poczułam się jak w domu i już po 20 minutach słyszałam swój głos, który opowiada wszem i wobec o intymnych szczegółach z mojego życia osobistego...

 

 

Od tego momentu wypadki potoczyły się szybko: najpierw Maestro ni z tego, ni z owego obwieścił, iż chciałby się ze mną przespać (!!!). Wydało mi się to trochę podejrzane (jest gejem) i tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mężczyźni, którzy chcą mnie zaciągnąć do łóżka, robią to tylko po to, żeby dostać się na łamy mojego bloga...

 

Skonsternowana, powiedziałam tylko, że "mam teraz 4 przepukliny w kręgosłupie", co najwyraźniej go ostudziło, a potem szybko zmieniłam temat na jego najnowszy tatuaż i najnowszą płytę Piaska. W międzyczasie w mieszkaniu pojawił się jego partner i zaczął przygotowywać naleśniki z truskawkami i bitą śmietaną.


Następnie po tym jak skończył mnie czesać, zaproponował, że zrobi mi makijaż (!!!). Kiedy to usłyszałam, nasze oczy spotkały się, a on wyczytał z nich następujący komunikat:

 

"Bardzo chętnie, ale nie stać mnie na twój makijaż, nic się nie zmieniło od czasu mojej ostatniej wizyty, gdybym wyszła za mąż za szejka naftowego na pewno wiedziałbyś o tym pierwszy".

 

szybko więc dodał: "Ty mi pomożesz sprzątnąć, a ja ci zrobię makijaż. Co ty na to?".


Słysząc to byłam wniebowzięta, zwłaszcza, że jeśli o mnie chodzi skończyło się na symbolicznym machnięciu szczotką, bo Maestro mimo, że bez ogródek potrafi wytknąć wszystkie niedoskonałości urody, w głębi serca jest prawdziwym dżentelmenem i nigdy nie pozwoliłby kobiecie sprzątać w jego obecności...

 

 

Tak więc nie tylko położył mi kolor, nie tylko mnie uczesał, nie tylko zaproponował mi seks, ale również mnie umalował nadając mojej twarzy o wiele bardziej wyśmienitszy wygląd, a ja w międzyczasie wypiłam jeszcze kawę i zjadłam 3 naleśniki z truskawkami i bitą śmietaną, przez co niestety musiałam odwołać swojego masażystę, ponieważ kiedy rano szacowałam ile czasu zajmie mi wizyta u fryzjera pomyliłam się o jakieś 3 i pół godziny.

 

 

 

Szanowna Komisjo,

Przedstawiwszy powyższy wywiad środowiskowy niniejszym dobrowolnie oddaję się do adopcji, a swoją decyzję motywuję tym, że:

 

a) Maestro jest wspaniałym fryzjerem, stylistą i makijażystą przez co jest dla nas wszystkich wzorem jako jednostka niezwykle użyteczna społecznie

b) ma pięknie złocony dom

c) jego partner jest śpiewakiem operowym i robi pyszne naleśniki

 

summa summarum: wszystkie moje potrzeby intelektualne, emocjonalne i duchowe będą przez nich spełnione i są oni w stanie dać mi wszystko czego potrzebuję, aby prawidłowo się rozwijać i żeby nikt nie zarzucił mi, że ja nic z siebie nie daję Maestro zaoferował mi pracę w charakterze sprzątaczki (umowa o dzieło opiewająca na 1200zł brutto), którą to funkcję niestety do tej pory pełnił sam ("Całe moje życie sprowadza się do szmaty").

 

Psotny Wiater

 

 

16:29, psotny_wiatr , dzień z życia
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 lipca 2012

 

 

Jak zmusić mężczyznę do małżeństwa

 

 

 

1. "Podsypać żarcia i nie płoszyć".

 

Dynamiczno-holistyczny punkt widzenia natury ludzkiej, który znalazłam na blogu www.barbarella.blog.pl.

 

 

 

2.  "Wywabić tygrysa z gór" (Sun Zi "Sztuka wojenna" 171,15).

 

Zapraszamy upatrzonego kandydata na grilla w rodzinne strony. Angażujemy postacie dalszoplanowe (rodzina, przyjaciele, znajomi), aby wywarły na nim nacisk oddolny, co jest dużo łatwiejsze, kiedy przebywa on na nieznanym sobie terenie i nie ma możliwości ukrycia się.

 

 

 

3. "Kiedy wiatr ciągle wieje w dzień, w nocy ucichnie" (Sun Zi 123, 11).

 

Strategia ta sprawdza się w przypadku mężczyzn, którzy muszą się jeszcze "wyszaleć" i u których małżeństwo i stabilizacja narazie wywołują duszności, a którzy jednocześnie dają nam nadzieję, że jest to stan tylko przejściowy.


Ponieważ po przekroczeniu 30stki wchodzimy w ten niebezpieczny wiek, kiedy szanse na zamążpójście drastycznie maleją, nawet jeśli nie jesteśmy mile widziane, absolutnie nie możemy sobie pozwolić na strategiczny odwrót z honorem.


Cierpliwie czekamy więc na swój czas i ani na chwilę nie przestajemy krążyć po jego orbicie służąc pomocą, radą i dobrym słowem, a jednocześnie nie narzucając się ("Będąc blisko, udawaj, że jesteś daleko, będąc daleko, udawaj, że jesteś blisko" Sun Zi 21,19).

 

 

 

4. "Gibon trzyma się starej gałęzi, dopóki nie pokaże mu się nowej" (zasłyszane)

 

Nie ograniczamy naszego pola obstrzału tylko do mężczyzn wolnych.