stat4u
piątek, 12 czerwca 2009

 

Kiedy on daje nogę-przyczynek do rozważań nad losem człowieka porzuconego

 

 

Na początku wpadasz w panikę i jesteś pewna, że już nigdy nie spotkasz kogoś lepszego.


 

Zaczynasz się zastanawiać, czy wasze dziecko byłoby bardziej podobne do ciebie czy do niego ( i do kogo by przybiegało z trudnym zadaniem z matematyki).


 

Dwa, trzy dni później uznajesz że snucie takich wizji jest bez sensu (bo wbrew cichym nadziejom, on jednak nie wrócił do ciebie waląc pięściami w drzwi prosząc, żebyś mu otworzyła, bo się mylił i nadal wierzy, że możecie zacząć wszystko od nowa).


 

Wtedy powoli ogarnia cię rozpacz, na myśl przychodzą najpiękniejsze wspólne chwile, nie możesz się skupić ani na pracy, ani na praniu, żywisz się suszonymi daktylami i zapominasz wstać rano z łóżka. Słowem: jesteś całkowicie oderwana od warunków materialnego bytu.


 

Potem przychodzi chwila autorefleksji i zaczynasz sobie wyrzucać, że przecież to wszystko twoja wina...Że tyle razy ci mówił to i tamto, a ty jak ta uparta koza robiłaś swoje to i tamto. Że przecież on chciał tylko dobrze, a ty myślałaś tylko o sobie i nigdy nie starałaś się go zrozumieć...


 

Gdybyś tylko mogła cofnąć czas! Już nie nalegałabyś tak bardzo na ten spływ wzdłuż Nilu i nie chodziłabyś za nim, powtarzając w kółko: "Kran cieknie" albo "Żelazko byś zrobił".


 

ZŁA, ZŁA, ZŁA kobieta z ciebie, więc weź się w garść i

przestań mu się dziwić!


 

Potem jednak coś się w tobie odblokowuje i zaczynasz liczyć na palcach ile razy w ciągu trwania waszego związku myślałaś o tym, żeby pozbawić go życia? Ile razy wyprowadził cię z równowagi tak, że uspokoić cię mogła tylko tequila albo wyjazd do Pomiechówka (do matki) ?


 

Wcześniej na widok kaczuszki, którą Ci podarował wybuchałaś płaczem rozczulając się nad jego wrażliwością, teraz kaczuszka jawi się jako żywy dowód na to, że nigdy nie traktował cię poważnie...


 

Musisz się komuś wygadać, więc bierzesz telefon i zaczynając od góry obdzwaniasz kogo tylko się da, zaczynając rozmowę od: "Ach, jakie to życie podłe jest!"


 

Kiedy telefony nie wystarczają, zaczynasz włóczyć się po ludziach, przy czym odwiedzasz głównie kolegów, zaczynając od tych, którzy darzą cię największą sympatią i już w drzwiach podają ci herbatkę z hibiskusa, a potem karmią naleśnikami, bo "strasznie zmizerniałaś i jak ty w ogóle mogłaś doprowadzić się do takiego stanu?"


 

Kiedy twoje nadwyrężone ego wreszcie nabierze lekkich rumieńców, a pokaźna część pensji znajdzie swe ujście w obuwniczym na Hożej powoli zacznie ci świtać myśl, że może by tak gdzieś wyruszyć na poszukiwanie nowej miłości? Przecież tego kwiatu jest pół światu i niejedno drzewo rośnie w lesie.. więc może by tak na jakieś dysko albo kręgle?


 

W końcu trzydziecha już tuż tuż...a statystyki nie kłamią: w stolicy na 1 faceta przypada 5 kobiet, w tym 3 młodsze od ciebie... (na litość boską kobieto, to nie przelewki!!!)


 

A jednak nie. Tym razem pasujesz.Tym razem to Ty pozwolisz dać się znaleźć.


 

 

 

jpg