stat4u
piątek, 15 lipca 2011

 

 


 

Uważni czytelnicy tego bloga wiedzą doskonale i mogą poświadczyć, iż co jak co, ale pamięć mam niemalże tak dobrą jak afrykański słoń...Zabawne, że często przekonuję się o tym podróżując metrem.

 

 

Nie dalej jak wczoraj późnym wieczorem jadę rzeczonym metrem do domu...czytam książkę...nie wykonuję żadnych gwałtownych ruchów...pociąg zatrzymuje się...ludzie wysiadają...ludzie wsiadają...nie dziwi nic..na przeciwko mnie siada mężczyzna - wysoki, włosy lekko przyprószone siwizną, na oko około 60 lat, ubrany schludnie. Z jego twarzy biły na zmianę: łagodność i szlachetność.

 

 

Wystarczyło jedno spojrzenie i już wiedziałam na pewno, że ja tego pana skądś znam...Pierwsza myśl: widziałam go w telewizji! Minister? Senator? Tak czy siak KTOŚ WAŻNY. Szybko jednak odrzuciłam tę hipotezę.


Po pierwsze: powoli zaczęło do mnie docierać, że z tym panem miałam przyjemność również rozmawiać (nie pamiętałam o czym i gdzie, rozmowa musiała być więc zdawkowa i niezobowiązująca). Po drugie: z tego co zauważyłam, podróżowanie metrem jednak najlepiej przyjęło się wśród pospólstwa i plebsu...Minister? Senator? Pan z telewizji?W metrze? Nie sądzę...

 

 

Było po 20tej, moje neurotransmitery były więc już z lekka rozstrojone, wiedziałam jednak, że uzmysłowienie sobie kim jest ten mężczyzna i w jakim kontekście przecięły się nasze ścieżki, pozostaje jedynie kwestią czasu...


 

Gapiąc się na niego jak sroka w gnat i próbując do czegoś dopasować tę twarz zaczęłam żmudnie przerzucać w swojej głowie rozmaite obrazy: nazwiska, twarze, sytuacje, zdarzenia, mój pierwszy rower, wszystko skrzętnie zmagazynowane w mojej pamięci.


Urzędnik ze Skarbowego? Nie! Odźwierny? Nie! Pan z biblioteki? Nie! Nie! Nie!


Tymczasem główny zainteresowany wcale nie ułatwiał zadania. Spokojnie czytał sobie gazetę, kompletnie nieświadomy całego zajścia.

 

 

Niestety moje usilne wpatrywanie się w jego fizis i prochowiec do niczego nie prowadziło...Może gdyby udało mi się dostrzec jakiś charakterystyczny znak? Na pewno byłoby mi łatwiej gdyby np. trzymał pod pachą zwoje krepiny albo opierał się o bambusowy pręt...A tak...naprawdę nie pomagał.

 

 

Już miałam się poddać, odpuścić, jeśli nie dziś, nie teraz, to może jutro, pojutrze, kiedyś przecież na pewno sobie przypomnę...


 

Wtem pociąg zatrzymał się, szanowny pan wstał, ja spojrzałam na niego z dołu i już wiedziałam...to mój poprzedni ginekolog!

 

 

piątek, 29 października 2010

 

Zeszłego poniedziałku wracałam z kina metrem, a naprzeciwko mnie usiadł bardzo przystojny mężczyzna. Moją uwagę przykuły delikatne rysy jego twarzy i emanujące z niej: łagodność oraz spokój (pomyślałam, że gdyby udało mu się złowić rybę, z pewnością wypuściłby ją z powrotem).

 

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy w sobotę tydzień później zostaję zaproszona na imprezę.....spokojnie sobie siedzę na kanapie.....leniwie sączę drinka......rozmyślam nad istotą wszechrzeczy.....a tu nagle do pokoju wchodzi ON. Ten sam! Przysięgam!

 

Aż podskoczyłam z wrażenia i nie zastanawiając się długo (czyt. wcale) podbiegłam do niego  w uniesieniu wykrzykując:

 

 "A ja Ciebie widziałam w metrze w poniedziałek wieczorem jak wracałam z kina!"

 

(coś jak 4latek, który opowiada rodzicom jak to widział w przedszkolu klowna)

 

Nie przewróciłam go wprawdzie, ale .... jak tylko zobaczyłam jego minę gorzko żałowałam, że nie mam akurat w ręku bandżo, bo jestem przekonana, że gdybym w tym momencie zaczęła  grać  zaistniałe napięcie  zmniejszyłoby się co najmniej o połowę...jeśli nie więcej....

 

Okazało się, że a i owszem on ci to był i  nawet wracał z tego samego kina, ale był na innym filmie...oraz że ma na imię Patryk i jest architektem... itp.. itd..

 

Po  krótkiej wymianie uprzejmości ulotniłam się jak kamfora pomstując w duchu na swoją impulsywność i marząc  o ogromnym, wyciszającym zmysły drinku...

 

Dziś rozpatrując ten akt brawury na chłodno zakładam, że Patryk mógł dojść do następujących wniosków:

 

Ta kobieta rzadko rozmawia z mężczyznami/rzadko chodzi do kina/rzadko jeździ metrem

albo

Ta kobieta rzadko rozmawia z mężczyznami + rzadko chodzi do kina + rzadko jeździ metrem

 

co oczywiście jest NIEPRAWDĄ! Powiedzmy to sobie szczerze. Bo przecież wiadomo, że nie chodziło wcale o patrykowe delikatne rysy tylko o to, że mam pamięć tak dobrą jak afrykański słoń, a to nigdy nie przestanie mnie zadziwiać...