stat4u
niedziela, 21 października 2012

                                          

 

Jak nie sprzedawać mi firanek

 

 

Zapragnęłam sobie kupić piękne firanki, znalazłam więc na internecie odpowiedni sklep, niestety na drugim końcu miasta, tam gdzie teren umiarkowany przeradza się już w step (Bródno), ale bogaty asortyment wydawał mi się wart takiej podróży.

Spakowałam więc termos, kanapki, 300 krzyżówek panoramicznych i ciepłe koce i wyruszyłam w drogę.


Już w drzwiach sklepu przywitała mnie piękna firana: jestem pewna, że takiej nie miała nawet Królewna Śnieżka: haftowana i bogato zdobiona z dodatkiem gipiury. Kosztowała jednak 180 zł, stwierdziłam, że to zdecydowanie za drogo, zwłaszcza, że potrzebowałam 2 sztuk. Zaczęłam więc szukać dalej, w sumie buszowałam w tych firanach jakieś dobre pół godziny, zanim natrafiłam na taką, która mi się podobała i nie była zbyt droga: 25zł za metr.


Podeszłam więc do kasy i mówię panu, że potrzebuję 1.70 m długości na 3 m szerokości, a to wszystko razy 2, czyli 2 firanki. W myślach pomnożyłam sobie 2 m x 25zł, więc wyszło mi około 50zł za jedną.

 

 

Pan wszystko sobie zanotował, po czym zaczął stukać w olbrzymi kalkulator i w końcu mówi do mnie: 360 zł.


Lekko mnie to zaszokowało, zwłaszcza, że 180zł to kosztowała ta dla Królewny Śnieżki, a moja niestety była skromniejsza i bez gipiury, więc coś się tutaj ewidentnie nie zgadzało...

 

 

- Czy na pewno dobrze pan policzył? Potrzebuję 1.70 m x 3m i to wszystko 2 razy, czyli 2 firanki.

- A jak długi ma pani karnisz?

- Nie wiem jak długi mam karnisz. Potrzebuję 2 firanki 1.70 m na 3m każda.

- Acha, myślałem, że ma pani na myśli karnisz, więc pomnożyłem na 6m, żeby były odpowiednio gęste...


" 1.70m na 3 m potrzebuję" powiedziałam po raz kolejny, a w myślach zaczęłam mu śpiewać: "O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam" odnośnie tej gęstości...


Zaczął więc stukać znowu, liczy, liczy i mówi mi: 250 zł łącznie z wycięciem 15 zł.


 

Okazało się, że pan liczył mi za metr kwadratowy, tak jakbym kupowała od niego las.

Powiedziałam mu więc, że w takim razie to ja podziękuję i poszłam sobie.

 

A teraz tak bardzo żałuję, że nie walnęłam pięścią w stół, nie złapałam go obiema rękami za koszulę i nie zaczęłam na niego krzyczeć:

 


"Do I look like a bitch? Do I look like a bitch? Then why'd you try to fuck me like a bitch?"

   

 

 

 

 

 

 

22:37, psotny_wiatr , savoir vivre
Link Komentarze (7) »
niedziela, 01 stycznia 2012

 

Savoir vivre:

spotkanie towarzyskie w większym gronie

 

 

-jeśli na spotkaniu pojawia się nasza koleżanka z osobą towarzyszącą, której nie mieliśmy okazji poznać wcześniej, nigdy nie pytamy ich: "A Wy dwoje skąd się znacie?". Wbrew pozorom jest to pytanie osobiste i bez względu na to, na jakim etapie znajomości znajduje się dana para, istnieje duże ryzyko, że słysząc je, obydwoje staną w pąsach

 

 

-jeśli chcemy dołączyć się do rozmowy, którą prowadzi koleżanka ze swoją osobą towarzyszącą robimy to w sposób dyskretny i nie narzucający się, np. poprzez zadanie pytania "Czy dobrze się bawicie?" albo "Czyż Ani nie udało się po raz kolejny zorganizować wspaniałego przyjęcia?" (nie pytamy "I ty to wszystko zjesz?!?" wskazując na talerz koleżanki)

 

 

-jeśli już uda nam się włączyć do rozmowy i bardzo chcemy zaimponować koleżance i urosnąć w jej oczach, Szekspira cytujemy tylko wtedy, kiedy jesteśmy absolutnie pewni, że zacytujemy go bezbłędnie, w każdym innym wypadku pomijamy go


 

-przy składaniu życzeń nie nalegamy, aby koleżanka pocałowała się z nami w usta. w przypadku kategorycznej i systematycznej odmowy nie wymuszamy takiego pocałunku siłą

 

 

 -jeśli nasza koleżanka tańczy ze swoją osobą towarzyszącą nie podbiegamy do nich w podskokach krzycząc: "Odbijany! Odbijany!" zwłaszcza kiedy jest to tzw. wolny taniec

 

 

-jeśli nad ranem gospodyni odstawia alkohol do szafki, należy to odczytać jako zaproszenie do wyjścia. nie wrzeszczymy wówczas "kto się składa na wódkę i kto poleci na stację?"; jeśli jednak dojdzie do takiej sytuacji przy ustalaniu kto "nigdy nie leci po wódkę i tylko czeka na gotowe" wykluczamy kobiety

 

 

-zamawianie taksówek i pytania, kto wybiera się np. na Ursynów, a kto na Wolę jest kwestią stricte logistyczną, nie traktujemy jej jako okazji do zeswatania kogoś


 

- z góry przyjmujemy, że jedna osoba zajmuje w taksówce jedno miejsce 

 

 

-podróż do domu spędzamy w błogiej i niczym niezmąconej ciszy; nie pytamy pana taksówkarza o jego postanowienia noworoczne i nie porównujemy ich z naszymi

 

 

23:12, psotny_wiatr , savoir vivre
Link Komentarze (3) »