stat4u
niedziela, 25 stycznia 2015

 

Pretty Wo-men


 

Kiedy jakiś czas temu moja koleżanka wychodziła za mąż, mimo że to nie na moich barkach spoczywał obowiązek zapewnienia jej niezapomnianego, pełnego wrażeń wieczoru panieńskiego, do głowy przyszedł mi świetny pomysł: wymyśliłam, że poproszę moich kolegów, aby przyszli na ten wieczór panieński i zaśpiewali jej jakąś fajną piosenkę np."Pretty Woman"...przebrani za baletnice...w szpilkach.



Spośród wszystkich swoich znajomych starannie wyselekcjonowałam czterech, którzy mieli stworzyć ten girls band, każdy z lekkim zacięciem artystycznym, wydawałoby się niezbędnym do pomyślnego przeprowadzenia całego przedsięwzięcia.

Znaleźli się wśród nich: grafik, malarz, fotograf oraz inżynier dźwięku, który nie tylko zorganizowałby nam podkład muzyczny z odpowiednią linią melodyczną, ale tak się szczęśliwie składa, że potrafi również dobrze śpiewać (!!!)... Chociaż szczerze mówiąc trochę obawiałam się czy tym śpiewem nie będzie ich za bardzo rozpraszał w tańcu...ale ostatecznie zdecydowałam się podjąć takie ryzyko.



Napisałam do nich emaila stosując najefektywniejsze techniki wywierania wpływu:


- napisałam, że sama przygotuję wszystkie atrybuty i uszyję im spódniczki z delikatnej siateczki

- sami będą mogli wybrać sobie buty i imię

- jeśli chcą zachować dyskrecję przygotuję im maski i peruki...na specjalne życzenie gratisowo mogę dorzucić szarfę albo laskę zakończoną złotą gałką ...

- nie musimy spotykać się na próby tego wystąpienia, bo ponieważ spódniczki będą falbankowe wszelka improwizacja w tym wypadku będzie przemawiała tylko i wyłącznie na ich korzyść...

Na końcu dodałam, że choćby mnie przypalano rozżarzonym żelazem, nikt nigdy nie dowie się kim były baletnice...



Czekając na odpowiedź wyobrażałam sobie jak biją się między sobą o najwyższe szpilki. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna: każdy z nich odpisał mi zdawkowym "nie"...bez ŻADNEGO uzasadnienia swojej odpowiedzi.

Nie wiedziałam w czym rzecz. Może niedostatecznie nakreśliłam im charakter postaci? A może szpilki i strusie pióra na wzorzystym tiulu niekoniecznie stanowią elementy ich życiowego planu?

Byłam gotowa to uszanować  i pójść na ustępstwa dlatego napisałam, że ostatecznie nie muszą wkładać szpilek, ewentualnie chętni mogą na palcach nóg pozawieszać dzwonki jak za czasów średniowiecza...bo jest też taka możliwość... 

Niestety, mimo systematycznie ponawianych prób wywierania nacisku nie udało mi się ich przekonać, więc w końcu stwierdziłam, że nie będę nikogo uszczęśliwiać na siłę...


Tak więc zawiódł czynnik ludzki i wieczór panieński odbył bez udziału baletnic w szpilkach, ale pomysł zaczął żyć własnym życiem, a ja bardzo chciałam zobaczyć na żywo to, co tak wyraźnie widziałam oczami wyobraźni.


Dlatego nie ustawałam w poszukiwaniach mężczyzny na którego pasowałby ten oto pantofelek:

 

 

a kiedy poznawałam jakiegoś fajnego faceta mówiłam:


"Cześć! Mam na imię Monika. Czy chciałbyś pójść do mnie i przebrać się za baletnicę? W szpilkach?"


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziękuję wszystkim baletnicom za zdjęcia i świetną zabawę, imiona baletnic w kolejności alfabetycznej to: Azzurra, Conchita, Leticia, Lulu, Maura i Pabletta.

Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w ten 'projekt' za cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość.


Życie pokazuje, że każdy, kto wchodzi ze mną w dłuższy kontakt prędzej czy później musi skończyć jako św.Franciszek.

niedziela, 06 maja 2012

 

 

 

 

 Jak dobrze wyglądać na majówce?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzidosław ma na sobie sportowy short sleeve z kolekcji rainbow collection: rękawy 3/4 z możliwością wywinięcia, lekko podwyższony stan i głęboki dekolt w serek z wykładanym kołnierzykiem, wszystko wykonane z delikatnie prześwitującego materiału ( 100% poliester).

 


Skromny, minimalistyczny fason luźno okrywający sylwetkę daje poczucie wolności i swobody.

 

 

 

 

 


wtorek, 01 lutego 2011

Dlaczego nie warto stroić się dla facetów oraz

jak zupełnie niespodziewanie wyewoluował mój

kotek

 

 

 

 

Chodzi po prostu o to, iż nie potrafię się dobrze ubrać. Nie jest to tylko moja własna opinia, słyszałam to już tak wiele razy, iż postanowiłam uznać tę jakże przykrą dla mnie tezę za bezdyskusyjny pewnik.


Mimo tej ułomności udaje mi się jednak jako tako przetrwać, głównie dzięki dobrym radom oraz cierpliwości, wyrozumiałości i delikatności moich najbliższych przyjaciół: "Nie pokażę się z tobą na mieście, jeśli natychmiast nie ściągniesz z siebie tej szmaty" oraz "Dobierasz kolory jakbyś dopiero co przeszła trepanację czaszki".

 


Moja koleżanka, najwidoczniej zmęczona albo przestraszona moimi nietrafionymi zestawami kolorów, podesłała mi tę oto "ściągę":

 

 

Miałam pozostawić to bez komentarza, jednak zaznaczę tylko, że odrobina nienawiści nawet w stosunku do przyjaciół jeszcze nikomu nie zaszkodziła...


Tymczasem spójrzmy wszyscy razem na ten oto sweter:

 

 

Wiem, że generalnie blondynkom jest dobrze w brązach. Dlatego też nie ryzykuję, nie eksperymentuję i kupiłam ten oto bezpieczny brązowy sweter. Przy kasie jednak usłyszałam jak ktoś wskazując na niego palcem nazwał go "karmelowym" (żeby się upewnić rzuciłam szybko okiem na ladę w poszukiwaniu snickersa albo czegoś w tym stylu, jednakże nic takiego tam nie leżało, zdecydowanie chodziło o MÓJ BRĄZOWY SWETER) moja koleżanka stwierdziła, że według niej jest to raczej "capuccino", a kolega powiedział, że się w ogóle nie znamy na kolorach, gdyż albowiem jest to zdecydowanie "babie lato".


Natomiast kiedy ostatnim razem poszłam sobie kupić rajtuzy, pani sprzedawczyni zaproponowała mi niebieski "melanż". Nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam....Po pierwsze był to akurat środek tygodnia, po drugie nigdy nie spodziewałabym się usłyszeć słowo "melanż"  w biały dzień w sklepie z rajtuzami:

 

 

Dlatego z góry wiedziałam, że będzie zabawnie, kiedy postanowiłam pomalować swój pokój...na kolor mojego bloga. Przezornie założyłam, iż pan w Praktikerze zapewne nigdy nie słyszał o "blogu dla kobiet na skraju", wiedziałam więc, że jedyne co będę musiała zrobić to wybrać farbę z dostępnej tam palety...Dzięki Bogu wszystkie były podpisane i zamiast tłumaczyć o co mi chodzi mogłam po prostu wskazać palcem.

 

Ku mojemu zdziwieniu nie było tam jednak koloru "jasny fioletowy", a jeśli było coś podobnego to nazywało się to "blada lawenda" i stało tuż obok "musu jagodowego" oraz "wrzosu w rozkwicie".


Na ścianie "blada lawenda" prezentuje się mniej więcej tak:


 

Wracając do zakupów, nawet jeśli kolory są nietrafione, a ciuch wyraźnie "nie leży" można go odnieść z powrotem do sklepu i oddadzą kasę. Wiem, bo często tak robię i nawet się tego nie wstydzę. Dla wiecznie niezdecydowanych rekonwalescentów po "trepanacji czaszki" jest to wręcz zbawienne.


W okresie gorących wyprzedaży często posuwałam się nawet do tego, iż kupowałam ciuch i odnosiłam go z powrotem jeśli w międzyczasie został przeceniony...Miałam jednak na tyle szacunku do sprzedawców i samej siebie, iż nigdy nie robiłam tego tego samego dnia. Ponieważ teoretycznie można odnieść zakupiony towar i od razu zakupić ten sam po obniżonej cenie, zakładając oczywiście, że w czasie nabijania go na kasie uda nam się uniknąć kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą.

 

Ostanio jeden z moich kolegów stwierdził, iż ubieram się za bardzo jak "guwernantka z międzywojnia", a za mało frywolnie, za mało seksownie, moja "perspektywa powinna ulec poszerzeniu" oraz powinnam "spojrzeć na siebie samą w inny, zupełnie  nowy sposób".

Wspaniałomyślnie zaproponował mi więc wspólne zakupy podczas których miał mi służył radą i pomocą...o ile tylko nie będę protestować i przymierzać wszystko to, co mi wynajdzie.


 

Tak też zrobiłam, nie protestowałam, potulnie przymierzałam wszystko co mi przyniósł niestety nijak nie mogłam oprzeć  się wrażeniu, że we wszystkich proponowanych przez niego ciuchach wyglądałam co najmniej jak dziwka.Także następnym razem "nie dziękuję, sorry, thanks" za takie porady...

 

Poza tym z mojej długoletniej obserwacji życia wynika, iż faceci bardzo rzadko skupiają się na tym w co właściwie dana kobieta jest ubrana oraz jak wszystkie jej kolory współgrają ze sobą, zdecydowanie częściej rozpatrują ciuchy w kategoriach "łatwo/trudno zdjąć".


Tyle na temat ciuchów, a teraz kilka słów o moim kochanym kotku. Wyobraźcie sobie moje wzruszenie, kiedy ni stąd, ni zowąd:


 


 

Z niepokojem oczekiwałam dnia, kiedy okaże się, że prostota jego dotychczasowej egzystencji okaże się dla niego niewystarczająca...Nie spodziewałam się jednak, iż dzień w którym jego kocie jestestwo nabierze tak diametralnie odmiennego wymiaru nadejdzie tak szybko....Te kółeczka z pewnością zawiozą go ku nowemu, lepszemu życiu, w którym stanie się on panem swojego przeznaczenia.

 


 

sobota, 31 lipca 2010
Nie zdejmę kapelusza, czyli krótka rzecz o modzie plus zabawa konkurs.

 

 

 

 

hmm czy ktoś pamięta jeszcze Crystal z Dynastii?

 

 



za dużo czerwonego. poza tym, gdzie można się pokazać w takiej sukience oprócz niedzielnej mszy świętej albo imienin u cioci?

 

 



 

 

 


nudna i za bardzo przylega do ciała. Samantha z "sex and the city" w takich chodzi.

 


 


ee Freddie?

 




 

ta sukienka najprawdopodobniej wspiera akcję: "Bądź widoczny na drodze".

 

 


 

 

A teraz obiecana zabawa konkurs.


Pytanie brzmi:

"Do jakiej postaci literackiej i filmowej nawiązuję na wszystkich tych zdjęciach?"

Odpowiedzi proszę umieszczać w komentarzach (nie trzeba się logować).

 


 

Aktualizacja: mała podpowiedź: jest to mężczyzna.

 

 


niedziela, 22 marca 2009

 

 

 

Ostatni krzak mody, czyli rosnąca biżuteria

 

 

 

 

 

jpg

 

Projekt autorstwa Hafsteinn Juliusson. Jak czytamy na stronce (http://halsteinnjuliusson.com): rosnąca biżuteria to redefinicja współczesnych wartości, zderzenie biżuterii i ogrodnictwa, mody i życia. Kolekcja, jako eksperyment w przybliżaniu natury człowiekowi, przeznaczona jest dla mieszkańców metropolii.

 

 

 

Zainspirowana owym pomysłem powrotu do natury, postanowiłam pójść jeszcze jeden krok dalej i tak oto zrodził się pomysł na idealne nakrycie głowy w sezonie wiosna/lato 2009:


 jpg

 

Szyk i elegancja w cenie na każdą kieszeń. Z łatwością uda ci się znaleźć arbuz, który idealnie dopasujesz do swojego kształtu twarzy i fryzury. Co więcej, faktura arbuza pozwala na wyrycie na nim rozmaitych wzorów (dobra wiadomość dla fanów etno i orientu), co stwarza dodatkową okazję, aby wykazać się inwencją i nadać mu jeszcze bardziej indywidualny posmak.

Idealny na czas słoty i gradobicia.

 

 

sobota, 07 lutego 2009

 

Nie zdejmę kapelusza,

czyli krótka rzecz o modzie.

 

 

 

1. Torba, Reserved. 69zł.

jpg

 


Już na pierwszy rzut oka widać, że torba nie jest wykonana ani z prawdziwej skóry, ani z końskiego włosia. Z racji jej dużej kubatury jest w niej sporo miejsca na książki, gazety, kserówki, teczki, segregatory, konfitury i - jak stwierdził mój znajomy- "można w niej wynosić telewizory z Saturna".


Ewidentny minus tej torby to wydłużony czas szukania w niej kluczy, komórki, portfela i czegokolwiek innego o średnicy mniejszej niż 10cm. Poza tym należy uważać, aby nie strącić mleka w supermarkecie i nie przewrócić nią dziecka sięgającego ci do pasa.


6/10. praktyczna, ale mało pomysłowa.

 


2. Sukienka, River Island. 150zł.


jpg

 


Sukienka ta uosabia ducha artystycznej cyganerii, idealna dla kogoś, kto lubi się bawić i żyje pełnią życia. Pasuje na imprezę, wesele, imieniny cioci, sylwestra czy nawet zwykłą domówkę robioną przez kogoś, kto akurat ma kaprys, aby każdy zaproszony założył coś zielonego.


7/10 punktów. plus za krój, oryginalność i wystrzałowość.

 


3. Sukienka, River Island. 250zł.


 

 

Ta sukienka mówi wyraźnie, że idę swoją drogą czynnego, uczynnego i użytecznego życia i jakikolwiek zamęt wewnętrzny jest mi obcy. Co prawda wyglądam w niej trochę jak redaktor naczelna dwutygodnika "Z życia parafii", ale dwie plastikowe wisienki niwelują ten efekt i nadają sukience bardziej rockendrolowy charakter.


8/10. plus za prostotę, szyk i elegancję. minus za wygórowaną cenę.

 

 

 

piątek, 05 grudnia 2008

 

Kto ma lepszego stajla?


 

jpg

 

 

wdzianko wykonane z kaszmiru - symbolu luksusu i snobizmu. asymetryczne wycięcie na grzbiecie jest "odważne i romantyczne": nie tylko podkreśla talię pieska, świadczy również o jego zawadiackości i skłonności do eksperymentowania modą. pastelowy kolor wydłuża nogi.

 

 

 

jpg

 

sportowa bluza emanująca niewymuszoną elegancją podbiła psie serca tej jesieni. dobre rozwiązanie dla psiaków, które nie mogą się zdecydować: styl sportowy czy raczej casual. kolekcja z której pochodzi ta bluza, adresowana jest przede wszystkim do piesków nowoczesnych, wysportowanych i kochających taniec.